niedziela, 27 lutego 2011

Lucki Lucek ^ Lucky Luke

Lucky Luke - kowboj, który strzela szybciej niż własny cień. Wymyślony przez Morrisa, czyli Maurice'a de Bevere (1923-2001), napisany przez René Goscinnego (1926-1977).  Morris stworzył kowboja dla filmu, jednak nic z tego przedsięwzięcia nie wyszło, więc szkice przerobił na komiks, który  zobaczył światło dzienne w 1946 roku.  Jednak dopiero spotkanie z Goscinnym rozkręciło  przygody Lucky Luke'a.   Pierwszego Luke'a nowego duetu wydano w 1955 roku.


Lucky Luke, jak to kowboj, najbardziej lubi swego wierzchowca, Jolly Jumpera, po polsku ochrzczonego Wesołkiem.  Jolly Jumper to 'najbardziej wygadany wierzchowiec', do tego całkiem zaradny.   Czasem dla równowagi plącze im się pod nogami 'najgłupszy pies na świcie', a na imię mu Rantanplan lub Rintindumb, po polsku Bzik lub Nietenteges - niezłe zamieszanie, jak zawsze, gdy do akcji wkracza głupota.  Jak przystało na rasową opowieść o dzikim zachodzie, jest i miejsce dla antybohaterów,  a rolą tą obdarzono braci Daltonów.  

Lucky Luke po raz pierwszy trafił do animacji w Daisy Town (1971), wyreżyserował go Goscinny. Co ciekawe, komiks pod tym tytułem pojawił się dopiero dziesięć lat później, jako adaptacja filmu. Wydał go u nas Egmont w 1999 roku. 

Lucky Luke na dzikim zachodzie jest czwartym filmem z kolei. Trafił do Polski w 2008 roku. Wyreżyserował go Olivier Jean-Marie, który wcześniej zrobił serial z Luckiem.  Już czołówka podpowiada, że nie jest to odcięcie się od korzeni. I to jest największą zaletą filmu. 


Jest rok 1855.  Grupa pionierów ma 80 dni, by dotrzeć do Kalifornii i osiedlić się na przyznanych im terenach. [...] W podróży z Nowego Jorku na Zachód pomaga im nieustraszony stróż prawa, Lucky Luke.  Tymczasem złapana przez niego banda Daltonów, łotrów żerujących na pełnych sejfach banków Ameryki robi wszystko, by uprzykrzyć życie nie tylko Lucke'owi [...]

Uprzykrzyć? Może i tak, ale grupa głupków nie jest w stanie zaszkodzić najmądrzejszemu i najbardziej wyluzowanemu kowbojowi Dzikiego Zachodu.  Wiadomo, tam, gdzie pojawia się głupi, lawinowo piętrzą się absurdalne sytuacje, gag popędza gag, można zatem przy okazji odwołać się do tradycji slapticku, przywołać obrazy rodem z rasowego westernu.  Nie jest to jednak podstarzała reanimowana forma - animacja, choć klasyczna i  wierna temu, co narysował Morris, nawiązuje do współczesności motywami na tyle delikatnymi, że nie burzą atmosfery dawnego kina.  



Film pokazywano w kinach, potem wydano na DVD, więc można go dzieciom co jakiś czas odgrzewać.  U nas w domu jest to jeden z umiłowanych 'kotletów'.  Po pierwszej projekcji, czyli 83 minutach dzikich ryków rozbawienia usłyszałam - jeszcze! ancore!

A tu w ramach pofilmowych działań wspominkowych można jeszcze pokolorować. W czasie wojaży po Europie można zobaczyć luckyluke'owy mural w  Brukseli. 180 metrów kwadratowych zarysowanych dwadzieścia lat temu przez Davida Vandegeerde'a i Georgesa Oreopoulosa.  Przy okazji także muralne z Asterixem i innymi.  Jeśli chwilowo nie ciągnie was do Brukseli, zajrzyjcie przynajmniej pod ten odnośnik.  Warto!

2 komentarze:

Bernadeta pisze...

Już widzę moich chłopaków. Byliby zachwyceni. Spróbuję go zdobyć.

Zorro pisze...

Jest dostępny. Polecam. Mój ośmiolatek rży jak koń.