środa, 14 września 2011

DYM

Będzie post bez zdjęć.

Z różnych powodów.
1. Jest ciemno.
2. Jest późno.
3. Część ilustracji jest znana nie od dziś.
4. A jeśli nie, można dwie z nich obejrzeć na stronie wydawcy, czyli Tako

Zanim wypalę, co myślę, przypomnę tylko, że warto przeczytać wywiad z ilustratorką Joanną Concejo. 

Joanna jest z jedną z twórczyń // twórców, które niełatwo przypasować do jakiejkolwiek kategorii, dostępnej w Polsce.  Zresztą ten sam problem dotyczy Iwony Chmielewskiej.  Nie ułatwia to egzystencji na naszym rynku.  Joanna nie musi tu ''egzystować'', bo świetnie żyje sobie w sztuce w ambitnych wydawnictwach europejskich, a w realu w podparyskiej rzeczywistości.  Iwona wyżywa się w Korei, a w Polsce tylko prawdziwi koneserzy znają jej twórczość, a Torunianie winni być dumni, że mają w swoich szeregach tak uznaną, a skromną artystkę.
Dym jest pierwszą książką Joanny Concejo, wydaną w Polsce (skrupulatni policzą jeszcze drugą, czyli pierwszą, czyli Komu komu buzi, z początków kariery i sprzed emigracji) i nie jest to prosty debiut.  "Obrazkowa książka o śmierci dziecka w obozie zagłady", chyba nie można wyobrazić sobie lepszego zdania odstraszającego w kategorii literatura dla dzieci.  Picturebook, tłumaczony jako książka obrazkowa dodatkowo podkreśla nieprzystawalność tej pozycji.  

Dla kogo zatem? Trzeba testować.  Na starszych dzieciach, młodszych dorosłych i całkiem starych starych.  Joanna mówi, że na jej spotkania autorskie przychodzą ludzie dojrzali.  Czyli idę dalej, mówię ''dojrzali''.  Jeśli dojrzałeś do tego, żeby zapaść się w książkę ilustrowaną, w poezję wizualną, spróbuj.

Przewrotnie nie dołączam zdjęć (punkt 1-4).  Ale tak naprawdę 5.  Po raz pierwszy mam do czynienia z książką ilustrowaną, w której najważniejsze są słowa.  Niedostatek jednak tego w branży, choć kocham ilustracje i obraz ogólnie miłością fanatyczną.  Nie do wiary - tu tekst jest cały czas na planie pierwszym.  Mocny tekst, choć nie nachalny, poetycki i nie rozmazany, lakoniczny, a jednak obejmujący całość.  Pisany w pierwszej osobie. Wyciskacz łez.  Może to zmęczenie, a może wielka sztuka...  Anton Fortes, Joanna Concejo.  I gdzie to reklamować?

Dym
tekst Antón Fortes
ilustracje Joanna Concejo
oprawa twarda
format 26 x 31
stron 40

wydawnictwo: TAKO 2011






Książka wydana pod patronatem TVP Kultura.
Wydawnictwu dziękuję za udostępnienie egzemplarza.

22 komentarze:

Delie pisze...

Po "autobiografii pluszowego misia" mam na razie uraz do takich książek. Może za jakiś czas.

poza rozkładem pisze...

Po pobieżnym przejrzeniu "Dymu" w księgarni (nie umiem/nie lubię czytać w przestrzeni publicznej) - wydaje mi się, że to jednak inna kategoria niż "Otto".

bloggerka: niespa pisze...

Dla mojej córki jeszcze stanowczo za wcześnie. Tę książkę kupię dla siebie.

Trudne treści, kontrowersyjna forma? Dla kogo, pytasz Zorro? Dla ludzi ;-) Niech dylematy, pytania, niepokój chodzą za nimi przez cały dzień po przeczytaniu tej książki.

Delie pisze...

A ja mam wątpliwości co do formy obrazkowej ksiażki o takiej treści.
Dla dzieci - to jest "za dużo".
Dla młodzieży - to już może być "za mało". Za mało namacalne, realne - i nie mam na myśli pokazywania im zdjęć z Auschwitz na każdej lekcji.
Nie wiem jak mogą odbierać dorośli, starsi ludzie (którzy mieli wojenne doświadczenia), obrazkową i poetycką wersję tragedii ich życia.

Wychodzi mi, że to może jest książka dla mnie, świadomej tego jak było, dorosłej, chociaż nie naznaczonej wojennym piętnem (na szczęście), tylko że ja nie wiem, do czego TAKA książka (forma+treść razem) jest mi potrzebna.

Zorro pisze...

Delie, rozumiem Twoje wątpliwości, bo nawet po obejrzeniu rozkładówek, doceniałam co prawda kunszt ilustratorski, ale wydawało mi się, że to książka nie dla mnie. To jedna z tych pozycji, które trzeba mieć w ręku i samemu ocenić. Ma walory, które ujawnia dopiero, gdy ją kartkujesz, czytasz. Zaskoczyła mnie, bo nie spodziewałam się, że spodoba mi się ''pozaintelektualnie''. Warto ją mieć, bo to poezja w wymiarze obrazowym. Jako przykład takiego działania chociażby, jeśli emocjonalnie pozostajesz obojętna, choć trudno mi to sobie wyobrazić. Albo cię wkurza (że to eksploatacja tematu), albo bierze (bo wzruszająca).

Delie pisze...

Emocjonalnie trudno pozostać obojętnym... Ale nie potrafię się skupić na podziwianiu formy przy takiej treści. To tak jak z każdą sztuką, która przedstawia treści mi bliskie, historycznie wcale nie tak odległe. Nie potrafię np. zachwycić się nawet najlepszymi zdjęciami, które przedstawiają ludzkie nieszczęście.

Zorro pisze...

Czyli nie czytałabyś wiersza o zagładzie?
Myślę, że poświęcenie kawałka sztuki tym, którzy ucierpieli jest swoistym oddaniem hołdu.

Delie pisze...

Pewnie, że czytałam.
I książki też.
Tylko że bez obrazków, które w założeniu mam "podziwiać" obok tekstu.
Podziwiasz zdjęcia zagłady w książkach, które czytasz? Wątpię.

Zorro pisze...

Ale to nie są ''obrazki''. Ani ''zdjęcia''.
Patrzę na zdjęcia zagłady, bo dokumentują historię.
Patrzę na ilustracje w poezji obrazowej, bo dokumentują uczucia postfactum.

Zorro pisze...

Ale, jak już wcześniej mówiłam: nie spodziewałam się, że ta książka jednak ma taką siłę, przy jednoczesnym zachowaniu umiaru i takcie.

Delie pisze...

Dla mnie te ilustracje, obok tekstu, mają takie same znaczenie jak zdjęcia faktów w książce historycznej. Tylko uważam, że nie są mi potrzebne. Te ilustracje w tym konkretnym temacie.
Może ze mną jest coś nie tak. Nie wykluczam:)

Zorro pisze...

Pewnie, rozumiem: widziałaś, wyciągnęłaś wnioski dla siebie, wiesz. Cały czas myślałam, że to nasze ''teoretyczne dywagacje''.

Delie pisze...

Ja bym powiedziala, że ogolne dywagacje,bo też w oderwaniu od tej konkretnej ksiazki. W kazdym razie te moje:)

Zorro pisze...

Zatem spróbuj w księgarni. Ja się zdziwiłam.

Zorro pisze...

Znaczy się przetestować, nie kupować. Nie mam procentów od sprzedaży. ;-)

bloggerka: niespa pisze...

Widzę, że rozpoczęła się dyskusja. To dobrze. Wczoraj, leżąc już w łóżku w nocy, myślałam, aby jeszcze raz zabrać głos w tym temacie.

Jako artystka, bardzo doceniam takie pozycje na polskim rynku księgarskim. Jako człowiek i odbiorca również. To być może są rzeczy trudne, ale stawiające przed człowiekiem pytania. Książka zmusza do refleksji, może po raz kolejny i jeszcze raz, ale to wszystko dotyczy nas ludzi. Skoro książka niepokoi, to myślę, że jest bardzo blisko sztuki. Sztuki, która "miesza nam w wnętrznościach", że się tak wyrażę.

Rozumię jednak Delie i wszystkich tych, którzy w obecnej chwili nie chcą czytać/oglądać takich pozycji. Myślę jednak, że taka sztuka musi istnieć i że dobrze by było, aby zmierzyć się z nią od czasu do czasu.

Jestem bardzo ciekawa jak wygladał proces twórczy Joanny przy tej książce. Jak pracowała nad tematem, jakie miała pytania i czy miała obawy pracując nad tą ksiażką...

Monika pisze...

Ja do tej pory z Tako znałam pozycje bezdyskusyjnie dziecięce (Czekolada, Kukuryk itd.), a tu Dym... Pomysł na książkę obrazkową o trudnej jak się domyślam treści wydaje mi się fantastyczny. Problem z odbiorcą? Rozumiem, że nie dla trzylatka ta opowieść, ale chwila obcowania z trudnymi pytaniami się w wieku dorosłym bardzo przydaje... Dla mnie to fajne, że książka wspiera swoją treść ilustracjami. Pamiętam taki moment, kiedy czytałam-oglądałam z moją mamą książkę "A ja czekam...", i kiedy nas w tym samym momencie ścisnęło za gardła i oczy. I ta książka we mnie została, jako taka bardzo głęboka chwila i jakoś prosto i trafnie pokazane/opisane przemijanie, uczucia, życie. Dym spróbuję gdzieś przejrzeć.

aneta pisze...

Oglądałam "Dym" już w marcu, gdy spotkałam Tako na Tragach w Poznaniu. Każdego, kogo spotkałam prowadziłam do nich właśnie po to, żeby zobaczyli "Dym". Uważam, że książki wstrząsające są potrzebne, żebyśmy nie zobojętnieli i nie zapomnieli. Oczywiście nie na co dzień, bo do wstrząsów także można się przyzwyczaić i przestać je odczuwać. Ale co jakiś czas - warto sobą potrząsnąć.

Delie pisze...

Nie neguję książek o wstrząsającej treści.
Sama je czytam i sobą potrząsam, może nawet za często.
Chodzi mi tylko o to, że w moim przekonaniu książka ilustrowana o takiej treści jest dla mnie zjawiskiem, które nie do końca rozumiem.

Pani Zorro pisze...

Jak widać, jest o czym rozmawiać.

bloggerka: niespa pisze...

Po dwóch latach:

http://niespabezadresu.blogspot.com/2013/12/mocak-dabrowki-drzewo.html

Pani Zorro pisze...

Daje u myślenia.