czwartek, 12 kwietnia 2012

ENERGIA

Gdy zaczynałam pisać bloga, nie wiedziałam tak naprawdę w co wdeptuję.
Chciałam dać upust energii, która rozsadzała mi idealistyczną dziennikarską czaszkę (nie mylić z kaczką) i nie mogła przełożyć się na konwencjonalną działalność zawodową.  Rozmowy o książkach dla dzieci umieszcza się bowiem gdzieś pomiędzy niezobowiązującymi gadkami o wypróżnianiu, a dokonaniami swoich dzieci w ogóle.  Boring. W mediach konwencjonalnych nigdy nie było klimatu.  Bo niby komu to wepchnąć?  Edukacji?  Redakcji dziecięcej?  Kulturze?! Na psa urok! Tam przecież zawsze w kolejce stoi ''poważna sztuka''.  Jest tak poważna, że patrzy na ciebie karcąco już za to, że w ogóle stanąłeś właśnie obok.  - Wilkoń w Zachęcie?!  To już nie ma miejsca dla niego gdzie indziej?!  Gdzie indziej też jest pełno.  Krytyka literatury dziecięcej i kultury w ogóle nie jest przecież tematem dla dzieci, a redakcja edukacji nie obejmuje oświecania osób powyżej 18 roku życia.  Za mało Dni Dziecka, za mało Bożych Narodzeń, żeby powiedzieć o "książeczkach".  Jak przy tej okazji powiedzieć także o tym, że w skrytości ducha robi się to, co inni ''na zachodzie'' już dawniej, czyli czerpie przyjemność samemu?  Coming Out:   czytam sobie 22-stronnicowe dzieła o plamie na obrusie;  czytam je, choć nie mają tekstu;   właściwie oglądam;  oglądam;  matko, no oglądam.  Oglądam także z dziećmi filmy.  Animowane.  I to nie takie pomyślane o zdziecinniałych trzydziestoparolatkach.  Dla dzieci.  Dla małych dzieci.   Śmiech na sali.  Ten śmiech pobrzmiewa echem w odbiorniku.

Życie w sieci ma swoje prawa - jest wzajemnością.  Tę mądrość sieciową wchłania się najszybciej.  Bez czytelników istniejesz tylko ''na niby''. Bez czytelników energia, którą wkładasz w zbieranie informacji i "się do pisania" powoli zanika.  Bez czytelników nieprzespane noce i manko zdrowotno-finansowe nigdy się nie zwraca. Zanim zdechniesz, z rozpędu zaliczysz rok.  Zatem rozbijając tu obozowisko i wyznaczając granice istnienia, obwieściłam wszem i wobec ''tu mieszkam''.  I chcę, żebyście zaglądali, jeśli przechodzicie codziennie obok w drodze do pracy, a wieść przeczytaną, podawali dalej.  I nie zapominali o mnie.  Tylko, że nie byłam pewna, kto to przeczyta...  A obok mieszkali inni i pojawiali się nowi.  Inni - pisujący czytelnicy, którzy współtworzą sieć zależności.  Gdyby książkowe życie w necie miało przekładać się na programy w telewizji, audycje w radiu i artykuły w gazetach, mielibyśmy mnogość.  Cyfrowe podziemia!  Wymieniłam was jako numer 2 w swoim rankingu dla kidsculture.  Zaraz po swoich ukochanych kotach. Cha!

Najgorsze w tym podziemiu jest to, że jednak czasem trudno do niego trafić bez znajomości drogowskazów i tajnych znaków. Czasem wpadnie się na chwilę w poszukiwaniu sensu życia i okazuje się, że to nie tu.  Kto zjada biedronkę.  Tego mimo wszystko nie dowiecie się z zorrobloga.  Tak więc choć w realu unikam łańcuszków jak ognia, w "tym życiu" kłaniam się im nisko, dzięki temu idea, w którą wierzę trafia do jak największych rzesz ludzi (choć nie przesadzałabym z tymi liczbami, przecież nie piszę o modzie).  Cyfrowa pajęczyna jest tu zresztą cały czas - wystarczy sięgnąć do kolumny po prawej stronie bloga - piszą (nie tylko) o książkach.  Nie tylko, bo czasem trudno się powstrzymać, rozumiem jak najbardziej.  Cieszę się z każdego nowopowstałego miejsca i faktu zmieniania się języka krytyki wydawnictw i wydarzeń kulturalnych dla dzieci (choć nie zawsze się zgadzam).  Kiedyś radowano się już samym faktem ich istnienia.  Że w ogóle ktoś chce dla dzieci coś.  Teraz możemy rozmawiać w tym cyfrowym podziemiu. Krytykować.  Oceniać.  Choć sama krytykuję w potocznym tego słowa znaczeniu tylko wtedy, gdy już naprawdę nie mogę się powstrzymać. Rzucam się wtedy i tnę klawiaturę.  Nieźle brzmi!  Ale tak naprawdę jest tyle interesujących rzeczy, że żal tracić energię na fatalne.  Tak czy siak, zawsze jest subiektywnie.

Poproszono mnie, więc o subiektywny ranking dziesięciu najciekawszych moim zdaniem blogów, a ściślej mówiąc zostałam połechtana przez lucyferkę.  Wyróżnienie to jest doskonałą okazją, by napisać o Was, o Nas, o Nich, o tym, do czego przymierzałam się od dłuższego czasu, a o czym za chwilę przestaniecie czytać.  Codzienne wpisy to ciężka praca. W zasadzie niewykonalna, jeśli chcesz robić to rzetelnie. Dlatego z dużo większym szacunkiem podchodzę do tekstów, które czytam w sieci.  Doceniam.  I sama mam trochę mniej energii niż na początku.  Także na czytanie.  A to, co znalazłam ciekawego odkąd tu jestem, wrzuciłam do kolumny sąsiadującej.  Dig it.  All.
PS. Słowo ''książeczki'' drażni mnie na równi z ''pieniążkami" i ''autkami'', więc uważajcie!

26 komentarzy:

-E.W. pisze...

Placówka Zorro- dobra rzecz.
PePeKaDe Partyzantka Propagatorów Kultury dla Dzieci:)

Bazyl pisze...

Uważamy podwójnie. W końcu "ksiązecki" to już pewnie zakrawają na, jak mawia kumpela, agresję tysiąc :P

Rzeżucha pisze...

Zgrabnie Pani napisała, Pani Zorro. Zwłaszcza o łańcuszku. Rzeczywiście w tej rzeczywistości chyba nie należy ich unikać... Jakoś też do tego doszłam więc... http://stasiekpoleca.blogspot.com/2012/04/o-rety.html W końcu pozostajesz wśród mojej najpoczytniejszej (najoglądniejszej?) prasy codziennej. Pozdrawiam.

Poczytamy? pisze...

moją najoglądajniejszą także. świetny post. pozdrawiam ciepło.

Pani Zorro pisze...

Wielbicielom 'ksionzecek' dedykuję moją dzisiejszą rozmowę z córką:
- Postrzątaj, proszę.
- Nie lubie psiontać.
- Ja też nie lubię 'psiontać', wolę 'kocić'.


Dzięki za wpisy. Czytelnicy tak naprawdę współtworzą takie strony.
Rzerzucho, łańcuch dzielnie przyjmuję na klatę! ;-)

magda pisze...

Jest jeszcze masełko;) Twórczość dla dzieci wcale nie jest niepoważna, jak niektórzy sądzą, może być co najwyzej kiepska. Zreszta dla ukochanej ksiązki z dzieciństwa można na Allegro licytować się do upadłego! A blog Pani Zorro to ja podczytuję od dawna:)

Mamaeli pisze...

My też ... chociaż po cichu.

Bazyl pisze...

@Mamaeli Ale to nie można tak ... po cichu. Trzeba piszącego pielęgnować. Komplimentować. Acz nie za bardzo, żeby się nie zbiesił. Tak tylko, hmm, motywująco :)

Pani Zorro pisze...

Motywująco. :) Bardzo ładnie powiedziane. Motywujemy się, wspieramy (tu, uwaga, wszyscy ocieramy łzę). Jaki to fajny klimat panuje w tym cyfrowym podziemiu. Wiecie, aż głupio kogokolwiek wymienić, bo naprawdę wiele osób działa w tym układzie. Dziewczyny, które już tu się wpisywały, chłopak (;-), nieźle się działo, gdy był konkurs piękności na bloga roku i choć kilka było propozycji "z naszej działki" obeszło się bez trupów. Idylla. Od dawna myślałam o portretach ludzi z sieci. Na liście. :)

Małe Kruki pisze...

Ha! A ja się właśnie wzięłąm za pisanie bloga :) i najgorsze, a może w ogóle wsytd się przyznać, że dopiero od niedawna tak naprawdę wiem, co to blog. Ale to dlatego, że ja jestem filolog klasyczny i im dalej od starożytności,tym się gorzej orientuję :)

Asia i Małe Kruki

Małe Kruki pisze...

I jeszcze się okazało, że nawet nie umiem wysłać komentarza! :):):) poklikałam, poklikałam i cos jest nie tak. Czy w takim razie jestem stracona? :) ale będę pracować nad sobą...

Pani Zorro pisze...

Już odnotowałam fakt Twojego pojawienia się w podziemiu. Witaj!

bloggerka: niespa pisze...

Czytam i oglądam niezmiennie ;-)

ag pisze...

go, pani zorro, go! pani wierne ogniwo (choć odbiorcze) w podziemnym łańcuchu partyzantki książkowej :)))

Marta mama Nikusia pisze...

Hihi to ja z góry przepraszam za rozzłoszczenie Pani Zorro ;)
Nasz blog sam w sobie, a dokładniej sam w swojej nazwie ma słowo książeczki i z tego powodu nie jestem pewna czy miałąby Pani ochotę do nas zajrzeć jednak mimo wszystko spróbuję i zaproszę do konkursu na naszym blogu :) Może jednak się spodoba, a "książeczki" nie będą się tak bardzo rzucały w oczy :)

http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/04/ksiazeczkowy-konkurs-z-nagrodami.html

Pozdrawiam serdecznie

Pani Zorro pisze...

O Was jeszcze nic nie wiem, ale nigdy nie jest za późno na poprawę! :)
Pozdrawiam po zorrowemu.

poza rozkładem pisze...

Ha! Codzienne prowadzenie bloga podobno zalecane jest przez "zawodowych" blogerów/blogerki ;) To Ci "celebryci" zbijający majątek na tym, jak sprzątać, gotować itp.

Może jednak "książeczki" też miałyby szansę na taką karierę? Marzę ;)

Ja dziękuję Ci Zorro za mnóstwo rzetelnych wieści, intrygujących tematów i dziennikarską pasję :)
I nadrabiam zaległości po nieobecności - dużo tego u Ciebie :)

Pani Zorro pisze...

Proszę ja was, dziś ubrałam stary dres, zielony top i rozciągnięty, aczkolwiek ulubiony owerdetop, cały czas mając na uwadze najmodniejsze kolory tej wiosny.
Podobno najpopularniejsze są blogi modowe, zatem trzeba by podciągnąć czytanie pod modę. Nigdy się to nie udało na szeroką skalę. Może powinnam zachachmęcić w opisie bloga i wtedy nastukałoby się trochę wejść przypadkowych? ;-)
Dzięki, Anno. Annę też czytać trzeba.

aneta pisze...

Zorro, ostatnio za długi piszesz posty!!! Ja mam czas zaglądać do blogów dopiero o takiej porze, gdy już percepcja i myślenie zawodzi:(((
Więc wcale nie zaglądam a jak już zajrzę do łapię się za głowę ile tracę!

Swojego zamkniętego bloga, gdzie dość bałaganiarsko i bez większych komentarzy spisuję co czytają moi chłopcy też nie jestem w stanie regularnie prowadzić. A gdzie tu codzienne wpisy i dopieszczanie ich?
Buuuuuu

Dobranoc!

Pani Zorro pisze...

Chyba specjalnie dla Ciebie zadedykuję coś krótkiego. W formie ''podposta''. Drogiej Anecie, dzieci...

Małe Kruki pisze...

Dziekuję za powitanie! Bardzo mi miło :) też muszę zrobić dział z linkami, ach, ten blogowy świat :) może nawet nie blogowy, a błogi :)

Pozdrawiam,
Asia
Male Kruki

aneta pisze...

Zorro, dziękuję za podposta:)) Dzisiaj wyjątkowo wcześniej jesteśmy w domu z młodszym. Włączam lineczkę i co? Przyłazi dziecię i odgania mnie od monitora. Lubi takie klimaty. Zrzucę na youtuba i podeślę Ci lineczkę do naszego rodzinnego zespołu;)

Pani Zorro pisze...

Czekam!

kubutkowa pisze...

Świetny post , zaglądam regularnie , także na 1 x 365. Niezmiernie żałuję ,że nie wypróżniam się kasiorą, bo pałam chęcią posiadania i cieszenia się wspólnie z moim synem,z niemal każdej przedstawionej tu pozycji.

Dobra robota!

I rzeżuchowy stasiek poleca też bardzo lubię!

Karolina Duszka pisze...

Fajnie jest mieć swoje małe miejsce w internecie. Można o nie dbać, odkurzać, podlewać, rozmawiać, a potem prezentować w postach to, nad czym się pracowało.
Cieszę się, że kiedyś trafiłam w TO miejsce (a było to dokładnie... kiedyś). Śledziłam tylko ostatnie posty i cały czas mam przed sobą przeczytanie całego bloga i na samą myśl o tym cieszę się jeszcze bardziej. Pozdrawiam!

Pani Zorro pisze...

Też zaglądam do Finlandii. ;-)
{teraz, po wszystkich komplementach, czuję się jak dobrze wysmażony naleśnik ;-)}