wtorek, 3 grudnia 2013

PRIORYTET: CZYTELNICTWO

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego właśnie zamknęło nabór na projekty promujące w przyszłym roku czytelnictwo. Rok 2014 rokiem Czytelnictwa, Drewnianego Konia, zakończenia budowy autostrady A4. 25 rocznica pierwszych wyborów parlamentarnych, 15 rocznica wstąpienia Polski do NATO, 10 do Unii Europejskiej, 100 wybuchu I wojny światowej i 75 drugiej. Dręczy mnie jednak przede wszystkim myśl o czytelnictwie; powiem więcej: dręczy mnie samo czytelnictwo; przyznam się: nie byłoby mnie na świecie, gdyby nie czytelnictwo. Czyż nie powinnam więc wystawić mu pomnika (z priorytetu MKiDN)?



Co miałoby się znaleźć na takim pomniku? Regał z książkami, który przygniótł mnie, gdy miałam 9 lat? Może mama na stoisku polskim w Moskwie? Ojciec na tle swoich paczek z książkami? A może Bohdan Butenko, który rysując sprawił, że ludzie czytali? Książka? Która?

Czym jest współczesne czytelnictwo i jak do istoty dotrzeć? Przepisz sto razy, a może zrozumiesz i poprawisz się na przyszłość. Czytanie, człowiek, bycie, interakcja, dotyk, czas, wspólnota (pieniądz, pieniądz, pieniądz, ciągle chce się wcisnąć, ale nie dam odebrać sobie głosu).

Nie. Nie technologie są zagrożeniem książki, lecz alienacja ludzi. Alienacja ludzi, alienacja ludzi, alienacja ludzi. Także w rodzinie. Pogoń, „brak czasu”, „zmęczenie”, ucieczka, zniechęcenie, wykręty, „dzień powszedni”, „obowiązki”, „pobaw się grzecznie, bo…”, erzace. Myślę, jak to ująć, żeby nikogo nie obrazić, ale pewnie się nie uda; a jak się nie uda, to brnę dalej. P O Ś W I Ę C E N I E. Do tej pory wypłoszyłam nim z różnych przestrzeni przynajmniej kilka osób, ale jak mniemam, jeśli ktokolwiek doczytał ten tekst do słowa „poświęcenie”, nie padnie rażony niesmakiem mojej sugestii: poświęcenie, czyli dawanie jest istotą tworzenia człowieka zaangażowanego czytelniczo. Nie wiem, czy piszą o tym magazyny lajfstajlowe 10 lat po wejściu do EU, 15 do NATO i 25 do wolności. W roku Wodnego Węża, na przełomie Drewnianego Konia najbardziej boli mnie to, że klasa średnia (halo, gdzie ona?!) poddała się w walce o kulturę. Bardzo często nie uczestniczy w niej, choć możliwości finansowe nie stoją tam na przeszkodzie. Zerwane więzi, przerwane objęcia.

Bliskość i zaangażowanie. To byłoby na moim pomniku. Priorytet: rodzina. Program: ciężka orka na domowym ugorze.

Komu wy wystawilibyście pomnik z priorytetu „czytelnictwo”?

Czekam na zgłoszenia do 23 grudnia. Najlepszy komentarz nagrodzę adekwatnie do końca tego roku Wodnego Węża, Tuwima Juliana, Lutosławskiego Witolda i Chochralskiego Jana.

Tytuł „człowieka roku 2013” przyznaję rodzicom, którzy w tym roku sto razy ofiarowali swoje chwile ciszy dzieciom. Świeckie poświęcenie, z którego rodzi się czytelnik. W tle rodzicielstwo - pełen bohaterstwa czyn.

Załączam zdjęcie najlepszego kalendarza adwentowego. Nie mój, lecz pewnej Dorotki, której zazdroszczę, że nie ja na to wpadłam. Od nieszporów do Bożego Narodzenia czytasz z dzieckiem. I może być z biblioteki.


11 komentarzy:

poza rozkładem pisze...

Ładnie napisane Pani Zorro. Do przemyślenia, bo na razie idę poświęcać czas :)

aneta pisze...

Cytuję:
"Tytuł „człowieka roku 2013” przyznaję rodzicom, którzy w tym roku sto razy ofiarowali swoje chwile ciszy dzieciom. Świeckie poświęcenie, z którego rodzi się czytelnik. W tle rodzicielstwo - pełen bohaterstwa czyn."

Odpowiadam - Eee, tam! Przecież wiadomo, że od czytania robi się cisza!


Pani Zorro pisze...

Ale ty musisz być głośno. Idę szyć „mikołajka".

Kami pisze...

Zgadzam się z Przedmówczyniami - ładnie :)

Cóż ode mnie? Pomnik przede wszystkim Mamie, ale na cokół złożyłoby się już wiele innych rzeczy: to, że była nauczycielką, to że pewnie Tato więcej zarabiał i że był już wówczas prawdziwym Partnerem a nie panem tego domu. Co ciekawe sam sobie czytał i kupował więcej On niż Ona. Dzieciom - oboje.

Na pewno seria Poczytaj mi, mamo (może to nazewnictwo i podział ról też odsuwało ojców?), na pewno polska szkoła ilustracji, na pewno książki w kioskach, w wysokich nakładach, no i traktowane jako dobro - rzucone do księgarni. No i serie typu Jeżycjada, Pan Samochodzik - to też utrzymywało pęd do czytania.

Poświęcenie nie do końca. Nacisk położyłabym na cierpliwość czytania po raz n-ty tego samego lub w tempie żółwim, z przerwami na oglądanie bądź odpowiadanie na pytania, świadomość, że czytanie jest ważne, no i takie branie się do kupy ;) że przeczytać trzeba/warto, choć się nie chce, podobne do wysiłku z jakim wykonuje się obowiązki domowe, kiedy wolałoby się położyć, obejrzeć coś czy poczytać sobie. Tylko nagroda wdzięczniejsza, choć może nie tak od razu widoczna jak czysty dywan po odkurzeniu ;)

A co my mamy? Mamy pomagacze czyli pralki, zmywarki, roboty i inne sprzęty coraz szybsze, coraz lepsze, coraz więcej mogące. Ale mamy też mocne pożeracze czasu: internet przede wszystkim, czasem praca, czasem hobby, działalność charytatywną, społeczną - w sumie we wszystkim można się zatracić a to już nie tak odmienne od tego co kiedyś :)
Ale to, że świat nie gnał tak jak teraz, też się przyczyniało do tego, że się więcej czytało i rozmawiało.

Pani Zorro pisze...

Ja bardzo lubię słowo „poświęcenie". :)

Rzeżucha pisze...

Moje ulubione "poświęcenie" czytelniczo-książkowe ostatnio (bo Z książki i O książkach): "Skończyło się drewno na opał, więc poświęciłem moje podręczniki, żebyśmy nie zamarzli."
W temacie... kurcze, no, poczułam się trochę człowiekiem roku.... Dzięki!
A na pomniku... Masz rację: Butenko z Rodzicami :)Rodzice z Butenką
Za to, że nigdy nie odmawiali i zawsze książki kupowali.
Za pewną wyrozumiałość, gdy godzinami nie wracałam z biblioteki, bo cofałam się, żeby wymienić książkę, którą zdążyłam przeczytać po drodze.
Za pełne regały w domu.
Za nieustające (teraz!) zrozumienie dla książkowego bzika.

A Butenko - wiadomo. Za przyjazną twarz, którą dał wielu tym książkom.

poza rozkładem pisze...

Ja nie lubię (chyba) słowa "poświęcenie". Zakłada straty (pod jednej stronie), a zyski (pod drugiej). Tymczasem (pomimo różnego charakteru bilansów) to transakcja wymienna... Inwestuję "swój" czas, bo to dobra inwestycja, bo to przyjemne, bo ja się uczę, mądrzejsza jestem, sprowadzana na ziemię, inspirowana.

Pani Zorro, chyba pomnik już został wystawiony - rodzicom :) Choć nie wiem czy ktoś z nas chce być pomnikową postacią ;)
A patrząc na aktywność "kulturotwórczą" to chyba jednak na czele peletonu widać same matki... poszukujące, dokształacające się, rezygnujące z nowych butów ;) piszące, działające, prowadzające dzieci na spotkania autorskie, do księgarń (w zaniku), do bibliotek.

A pomnik chętnie wystawiłabym premierowi (niekoniecznie obecnemu), który wprowadziłby "zakupy interwencyjne" nowości do bibliotek szkolnych, ulgę podatkową za zawyżanie średniej w zakupach książkowych dla rodzin z dziećmi (i nie tylko).

Murter pisze...

Jeśli poświęcenie, to wzajemne. Poświęcamy (uświęcamy? świętujemy?) sobie NAWZAJEM czas,który moglibyśmy spędzić na wiele innych sposobów, a spędzamy w ciszy i skupieniu, razem.
Na pomnik oferuję trójkę moich dzieci oraz cztery zwykłe miski :) Instalacja ruchoma, zmienna, twórcza, nieustannie w procesie, wyobraźnia obudzona nie do zatrzymania.

Mimi Ma pisze...

A ja postawiłabym pomnik Wam, Pani Zorro :-) Za to właśnie "poświęcenie" i wiercenie w brzuszysku tworom medialnym, za niebanalne pomysły na pobudzenie(przebudzenie)kulturalne i czytelnicze, które przebijać się musi w całym tym zgiełku zwanym pop-kultura, różowym, przekoloryzowanym i /przepraszam/ do za rzygania natrętnym zewsząd.

A propos, ja /codzienne/nasze czytanie nie uważam za poświęcenie, naprawdę czerpię w tych chwilach nieudawaną satysfakcję, a modulację głosem uważam wprost za świetną zabawę, a gdy padają na twarz ze zmęczenia po intensywnym dniu i brakuje wtedy chwili na przeczytanie choć dwóch zdań, to jakoś tak dziwnie, czegoś brakuje...;-)

Fantazjana pisze...

Zdecydowanie rodzicom! Tym, którzy w czasach pośpiechu i zysku mają odwagę pozwalać dzieciom na nudę(!), dawać im swobodę oraz przestrzeń, sami czytają. Wbrew pozorom to wcale niełatwe:)
I bibliotekom, które wierzą w ambitne gusta czytelników - to też nieoczywista a arcyważna sprawa:) Gdyby nie nasza w Opolu (dojeżdżamy do niej PKSem częęęsto), nie przeżylibyśmy tak wielu niezapomnianych chwil! I tylko z sieci teoretycznie wiedzielibyśmy, że Literatura rodzi się i rozkwita nieustannie.

Pani Zorro pisze...

Ja na pomniku! Żeby mnie tylko nie wydziubał ten sam autor, co Kuryłowicza uwiecznił...