czwartek, 29 grudnia 2011

IDZIE NOWY...

Jeszcze nie zdążyłam przepisać wszystkiego ze starego (2010) do nowego (2011), a już ten ostatni za chwilę się przeterminuje.  Wydaje się, że czas przejść z analogu na cyfrę.  Jak jednak poradzić sobie z sentymentem do papieru?

Dwa lata temu udany kalendarz, zwany prywatnikiem wypuściło po raz pierwszy wydawnictwo Hokus Pokus.  Ilustrował Ignacy Czwartos.  Przyznam, że nigdy nie używałam go jako ''zwykłego kalendarza''.  Jego forma(t) nasuwa bowiem inne sposoby użytkowania.  To doskonała książeczka do upamiętniania, pisania, notowania, rysowania i uwieczniania, bazgrania, wklejania i takich tam.  Zachęcona wielozadaniowością kupiłam wtedy hurtowo cztery.  Wystarczyło dorobić tasiemkę (nie było, a to cegła), przyciąć odpowiednią gumeczkę (otwierał się w torbie) i... gotowe (no, jakby miał jeszcze kieszonkę...).





Po dwóch latach, czyli właśnie teraz pojawił się kolejny.  Jest tasiemka!  Nie ma gumki spinającej (może za dwa lata).  Są ilustracje Jana Bajtlika.  Sztuk 500 wydano.  Mój ma nr 274.  Na 2014 życzyłabym sobie (i Wam) niepospolitych ludzi w ich dniu codziennym.  Na 2012 po prostu radochy, której tu (w Warszawie, na Mazowszu, wschodzie i zachodzie, w Polsce) po prostu brakuje.

Daniel de Latour (na zakupach w Carrefour)

4 komentarze:

-E.W. pisze...

A już zareagowałam jak pies Pawłowa, kiedy zobaczyłam tagi >kalendarz< i >De Latour<... Uspokajam oddech , ocieram nitkę śliny z dekoltu i czekam na ufnie przyszły rok.

Pani Zorro pisze...

Oddychamy głęboko..., czekając. ;)

mala_forma pisze...

Byłaś lepsza, ja miałam tylko dwa prywatniki z 2010. Ten drugi służył mi przez pierwszą połowę 2011 - tyle czasu zajęło mi znalezienie następcy:)

Pani Zorro pisze...

Zachowałam się jak hurtowniczka. ;-)