niedziela, 4 grudnia 2011

SZWEDZKIE DZIECIŃSTWO 3

Zachwyca literatura skandynawska nas Polaków. Ach, ci Szwedzi, wzdychamy, dlaczego oni tak potrafią. Ano mało to romantyczny naród, o ptaszkach, kwiatkach nie chce pisać, urodą przyrody się nie zachwyca, pozostaje pieśń codzienności.  Codzienność jednak, jeśli popatrzeć na filmy i programy dla dzieci, na których wychowało się dzisiejsze pokolenie trzydziestoparolatków, wygląda nader frapująco.

Otóż były to czasy, gdy telewizja dla dzieci zaczęła się zmieniać...


Przede wszystkim  Tårtan (Ciasto) - film o trzech braciach marynarzach, osiadłych na lądzie, a do tego w cukierni.
Poznajcie ich: 
Janos - najstarszy z trzech braci, realista w przymałych ciuchach. Widzi siebie jako "prawie głowę" całego biznesu i stara kontrolować braci. Drażliwy.  Nie lubi psów.
Hilding - średni brat, szybko tracący zapał.  Doznaje napadów okresowej depresji, ale poza tym wykazuje dziecięcą ciekawość świata. Paraduje w kapciach i brudnym berecie.
Frasse - najmłodszy brat - niezdarny, nudny, ale zawsze szczęśliwy. Uwielbia słodycze, kocha zwierzęta.

Połączyła ich... miłość do muzyki. Grający Janosa Jan Lööf to mieszkający obecnie w Grecji artysta, pisarz, rysownik i muzyk jazzowy. Mats G. Bengtsson, czyli Hilding to także muzyk (pianista), tak samo jak Krister Broberg, który obecnie prowadzi w Sztokholmie warsztaty muzyczne dla dzieci jako Wujek Kiełbasa.  Tårtan wymyślił duet, muzyk i filmowiec Håkan Alexandersson oraz Carl Johan Louis De Geer - człowiek orkiestra - muzyk, pisarz, projektant, fotograf, scenograf, dziennikarz i oczywiście filmowiec. Dorastał między innymi w... Warszawie, ale było to krótko i po łebkach w czasach, gdy jego ojciec sprawował tu funkcję dyplomatyczną.  Ciekawostka:  w poniższym klipie występuje w przebraniu małpy.

Jak można się domyślić serial zawierał wiele odniesień do rzeczy, do których dzieci nie miały dostępu, więc przyciągał przed telewiory także dorosłych.   Geer i Alexandersson żartowali sobie z Bergmana, parodiowali gatunki, nawiązywali do wątków z ówczesnej kultury popularnej, byli lewaccy, zamieszczali ukryte aluzje do światowych wydarzeń (wojny w Wietnamie!).  Nie pominięto nawet starych dobrych dowcipów o pierdzeniu i bekaniu.  Doprawdy trudno uwierzyć, że film (dla dzieci) o perypetiach Frasse, Janosa i Hildinga powstałby w jakiejkolwiek telewizji w Polsce, dziś czy kiedykolwiek (prędzej ''kiedykolwiek" niż dziś).   Panowie ''ze zjednoczenia'' by do tego nie dopuścili.  1973 rok.  To jest dobry rocznik, wierzcie mi.  Ale wracając do braci, cukierenkę udało im się otworzyć, a potem nawet trochę prowadzić, ponieważ nie zawrócił na nich uwagi szwedzki Sanepid. Jak już zwrócił i się pojawił, był to ostatni odcinek.  Warto rzucić okiem chociażby na postać Pana z Sanepidu.




W tym samym 1973 roku powstał program Fem myror är fler än fyra elefanter, czyli Pięć mrówek to więcej niż cztery słonie, stworzył go Bengt Linné.   Występowała trójca: Magnus Härenstam (pedantyczny ojciec), Brännström Brasse (roztrzepany synuś) i Ewa Remaeus (panna mądralińska - matka).  W scenariuszu rozbrykany Brasse najczęściej przechytrzał Evę i Magnusa, co przypominać miało, że wyobraźnia i ciekawość jest czasami ważniejsza od wiedzy!!! Umieściłam aż trzy wykrzyniki, bo do tych wniosków Szwedzi doszli przynajmniej 38 lat temu i choć program na początku lat 70. krytykowano za zbyt mało poważne podejście do wychowania przyszłych obywateli, twórcy nie dali za wygraną.  Tak więc celem nadrzędnym Pięciu mrówek... była oczywiście dobra zabawa (dla dzieci), a zaraz potem nauka liter i cyfr.  Temu właśnie służyły m.in. rewiowe kawałki tercetu.   Warto zwrócić uwagę na towarzyszącą muzykę.  Nic, co by kojarzyło się z naszą ''muzyką dla dzieci'', choć przyznać muszę, że ta właśnie była w dawnych naszych czasach wyjątkowo udana. W każdym razie, oto kolejna odsłona ''Najlepszego szwedzkiego programu dziecięcego wszech czasów".  O wpływie Fem myror är fler än fyra elefanter na pokolenie lat 70. napisano nawet rozprawę naukową.


 I pomyśleć, że w 1973 krytykowano ten program za zbyt szybkie tempo...

Lost (in naleśnik)
Staffan jest zmuszany do jedzenia wielkiego naleśnika...
Vilse i pannkakan
(1975) znaczy ''zagubiony w naleśniku".  Przy tej serii odpadali nawet najzuchwalsi wielbiciele abstrakcji do lat 10.  Pan Staffan Westerberg w każdym odcinku miał bowiem wizje na planie naleśnikowym (sam zresztą napisał do tego scenariusz).   A oto lista ''osób'', które mu się widziały:
Vilse (Utracony) kierowany palcem Pana Stefana;
Vilja - jego żona (zgubiona i znaleziona w lesie);
Trashanken (Obdartus) chce żeglować po horyzont, ale Stefan spłukuje go w WC;
Älber Laban (Łosiu) też by chciał, ale bez mamy nigdzie nie pójdzie;
Brandkapten Holm (Kapitan Holm) jest dosyć odważny (jak na naleśnikowy program), czasem śpiewał w duecie z Aniołem;
Lucyfer ma magazyn ziemniaków w piekle;
Storpotäten (Kartofel) jak to kartofel - "jest bardzo niegrzeczny";
Galileo Galilei - pan przedszkolanek... i to jaki pan...
Taki właśnie:



Pamiętam przedszkolną traumę, zastępy zwracających pożywienie i siebie długo międlącą ''jedzonko''.  Moją przedszkolną wychowawczynią bez wątplienia był(a) Galileo Galilei.  Nie mam teraz najmniejszych wątpliwości.  Zresztą i Larsa von Triera także lepiej rozumiem, na pewno wychował się na naleśniku...  

 - Nikt nie lubił tzw. ''pana ze skarpetą'', ale często puszczali, mówi Katja, moja szwedzka informatorka.    Znamy ten motyw z polskiej telewizji.  Ale wracając do naleśnika - to się kochało lub nienawidziło.  Przeciwnicy krzyczeli "Psujesz całe pokolenie!", grono wielbicieli skandowało "To twoja wina, Staffan Westerberg".

Czy widziałeś naleśnik?
Och, jak duży,
nie jedz go.

Być może ktoś tam jest.
Kto to może być?
Nie wiem.
Czy może ktoś tutaj, kto odszedł na manowce? 
Ktoś, kto traci?
Chcemy zobaczyć!

Czy może ktoś tutaj, kto odszedł na manowce?
Ktoś, kto traci?
Chcemy zobaczyć!
Ktoś, kto traci?
Chcemy zobaczyć!
Chcesz zobaczyć?
Chcą zobaczyć.




 * * *

A w ogóle to Szwedzi porwali Czeburaszkę i krokodyla Gienę. Wzięli z ZSRR, nazwali, o zgrozo, Drutten i Giena (Drutten och Gena) i kazali grać w wymyślonych przez siebie teatrzykach.   Walkę o równouprawnienie społeczne przekuli w satyrę o równości płci.  Jeśli chodzi o zwierzęta, to jedynie o krowach potrafią opowiadać.  Inne, jak widać, muszą sobie sprowadzać z zagranicy.  Tak jak my opowiadania o dniu codziennym.


Sprowadzili także Piaskowego Dziadka. Piaskowy Dziadek nazywał się tu, zgodnie z tradycją John Blund.  Piosenka tytułowa stała się kołysanką śpiewaną przez szwedzkie babcie wnuczkom przed zaśnięciem.  Dźwięki, niczym złoty piasek sypały się w oczy (a przede wszystkim uszy) małych Szwedów.  Postać Sandmana rozdającego sny bliska jest bowiem tradycji germańskiej.   Andresen z duńska nazwał ją Ole Lukøje - Ole Zmruż Oczko.  Piaskun występuje również u E.T.A. Hoffmanna.  Współcześnie także u Neila Gaimana.  Ale to już dla 'starszych dzieci.'


Dziadku, drogi dziadku...


 * * *


To oczywiście nie wszystko.

Kalles Klätterträd (1975) - podobno "najbardziej psychodeliczny program dla dzieci". Ale czy po dzisiejszych przykładach zrobi na kimś piorunujące wrażenie? Tam Kalle tradycyjnie wspina się na drzewo,  duma nad życiem i marzy o Emmie.  Dziadek, równie tradycyjnie czyta gazetę.  Ciekawy to zresztą i częsty motyw w szwedzkiej twórczości dla dzieci:  mężczyzna z nosem w gazecie.

Farbrorn som inte vill va' stor (1979),  o mężczyźnie, który wyobraża sobie, że jest chłopcem.  Ten sam duet, który stworzył Kallego, czyli Peter Cohen i Olof Landstrom z POJ-filmprodukcjon.  Narrator, Gösta Ekman jest popularnym szwedzkim aktorem ze znanej aktorskiej rodziny.  Dziadek Gösta Ekman Senior był legendarnym aktorem teatralnym, pierwszą gwiazdą szwedzkiej sceny.


Bamse (1966), Världens starkaste björn najsilniejszy miś na świecie, który nabierał krzepy po wypiciu miodku.  Nastrajało go to prospołecznie, więc pomagał słabszym.   Nic wielkiego.  Konserwatywne zachowania. Nawet ten miodek wpisuje się w schemat. Tym bardziej, że Bamse żeni się z Brummelisą i w 1982 roku postanawia rozmnażać.  Na plan pierwszy zatem wysuwa się rodzina.  Historyjki o misiu występowały nie tylko w formie ruchomych obrazków, ale także bardzo popularnego komiksu.


Boktipset (1976-1989), którego piosenkę przewodnią znali wszyscy.  Protoplasta Bajkonurrra.  Pan czyta książkę na tęczowym fotelu siedząc.

Fablernas värld (1968-1992).  Świat Bajek z mądrą sową, która znowu jest mężczyzną, czyli Jakobem Ugglą.  Całkiem miła animacja poklatkowa.  A w niej oprócz wspomnianego już Jakoba sowy: wilk Pentti Varg, lis Tango Räv, najmilszy ze wszystkich Charles Murmeldjur i inni.


Dziękuję za uwagę. To było szwedzkie dzieciństwo 3. Lata 70.

1 komentarz:

aneta pisze...

Dobra robota, Moniko!