niedziela, 11 stycznia 2015

2014 PA!

Stało się, podsumuję 2014, choć to takie nieoryginalne, ale w tym roku słowom „kreatywny" i „niebanalny" wystawiłam grobik, a czas i na tekścik (ale to w 2015).  Miejsca nie są numerowane.





[książka]

Oczy
Iwony Chmielewskiej wydane przez nowe wydawnictwo Warstwy z Wrocławia (podobno jako pokłosie Wrocław Europejska Stolica Kultury).  O Oczach można poczytać na blogu (tam także wywiad z Iwoną Chmielewską przeprowadzony przeze mnie zaraz po przyznaniu nagrody BolognaRagazzi) i posłuchać w radiu (Audycja „Spotkania po zmroku"), gdzie tworzę tło dla Iwony Chmielewskiej. Zaczynam od niej, bo zwraca uwagę na procesy. Zadajcie sobie pytanie o to, jak patrzy autorka i co widzicie wy.

Tam, gdzie żyją dzikie stwory
Maurice'a Sendaka wydano w tym roku w Polsce, w US of A wydano w 1963. To właściwie książka-klasyk, nie tylko dlatego, że zmieniła dzieciństwo wielu, od niej zaczyna się współczesne myślenie o picturebooku, a myśli się o nim na podstawie tego, co stworzył Sendak wyjątkowo dobrze i spójnie, rzecz bowiem jest modelowa dla gatunku.  Zatem: hip-hip - hurra, cieszą się teoretycy, powinni cieszyć się edukatorzy (och, jak ładnie się ją rozkłada na części pierwsze, a można to zrobić na wzór innych, tak wielu robiło to przez 51 lat), no i powinny cieszyć się dzieci, bo się w ogóle nie zestarzała.

Ballada
Blexbolex
We Francji dają Francuza tego dzieciom do kołyski, u nas wkładają do tornistra (ja).  Motywy przetworzone mistrzowsko, o niektórych pisałam, bo wydano je u nas pod patronatem zorrofundacji o jakże zaskakującej nazwie ZORROZ (pozdrawiamy i pamiętajcie o nas w spowiedziach za 2014). I tu duże znaczenie ma sama fizyczność książki - lubię jej format, strukturę okładki, nie drażnią „oldskulowe" stylizacje. To ważna zabawa językiem i obrazem. Dobrze byłoby się do niej wcześniej przygotować, ale dzieci, które karmicie od lat obrazkowymi, są przygotowane. Uważnie słuchajcie.

Dziewczynka z cienia
z tekstem Jana Karpa i ilustracjami Marty Ignerskiej to dla mnie najmocniejsza książka roku 2014.
Dziwi mnie jej nieobecność w zeszłorocznych rankingach, a w osłupienie wprawia jej brak w literackich wyróżnieniach IBBY (Książka Roku). Rzecz jest skojarzeniem z obrazem Andrzeja Wróblewskiego „Rozstrzelanie surrealistyczne" i jako całość stanowi przekaz niezwykle mocny i  diagnozę przenikliwą do szpiku kości polskiego dzieciństwa, miejsca dziecka, stosunku świata dorosłych do tych, których podobno tak strasznie kochamy. Tak to widzę.

Prezent dla Cebulki
Frida Nilsson / Maria Nilsson
Kolejna książka, która zrobiła na mnie w tym roku piorunujące wrażenie, zaskoczyła na wielu poziomach i spowodowała powołanie kanonu zorrobloga, o którym myślałam od dawna, ale ciągle nie mogłam się zebrać. Dumnie się tam pręży, jako jedyna, ale to nie koniec, obiecuję. Właściwie nawet nigdzie (nawet i na fejsbukowej stronie bloga może nie) nie napisałam właściwie, co sprawiło, że na tak wysokiej półce wylądowała bez kolejki. O tym niebawem.

Kret sam na scenie
Ulf Nilsson / Eva Eriksson
(czy tam wszyscy nazywają się Nilsson?)
Skromna książka, oznaczona jako remedium „na nieśmiałość" jest dla mnie czymś zupełnie innym, jako że odrzucam „normalność" występów publicznych dzieci ku uciesze dorosłych.  Jest o sile relacji między dziećmi, o potędze jaką posiada ten młodszy, często niedoceniany, stygmatyzowany nadopiekuńczością rodziny. Kretowi bowiem siłę daje młodszy brat i nikomu z rodziców nic do tego. Czasem taka jest rola człowieka, niezależnie od przeżytych lat.  Przy okazji podsumuję, zahaczając o Cebulkę: dzięki Skandynawom mamy literaturę dziecięcą, która w prosty i skromny sposób, przede wszystkim bez użycia zwierzątek i romantycznych opisów oddziaływania na nich roślin, potrafi przekazać najważniejsze prawdy „o życiu", niejako przy okazji i bez moralizatorstwa. Naśladownictwo jest najwyższą formą pochlebstwa mówią. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś próbował ściągać z naszych północnych jakby nie było sąsiadów (jak mówili w piosence: do Szwecji na lewo).



Raz, dwa, trzy - psy
Nadię Budde wielbię odkąd zobaczyłam jej komiks o życiu w enerdówku i zachciałam, żeby go czym prędzej wydano po polsku, bo po niemiecku mi nie idzie. A że to nie było takie proste, to prosiłam, by wydano przynajmniej jej Raz, dwa, trzy, i w końcu się w Hokus-Pokusie nade mną ulitowali częściowo (tak właśnie tworzy się mity, hej!).  W tym czasie zdążyłam kupić puzzle rysowane przez Budde (i trzymam je jak relikwie), a naklejki z jej rysunkami i plakat, który dostałam od wydawnictwa, chciałoby się rzec, trzymam w foli, ale to nieprawda.  Dopiero takie rymowanie wprowadza mnie w szał poezji, czego i wam życzę.  Poza tym 1, 2, 3 można mieć w każdym języku.

Uczta u królowej
Rutu Modan, która to zilustrowała tekst Kereta, Tata ucieka z cyrkiem.
Zakochałam się w tej kresce, kolorze i dowcipie sytuacyjnym rodem z głów naszych babek. Wszystko obecne jest i w Uczcie, która bazuje na przeobrażeniu groźby w największą atrakcję dnia. Mówią, że to komiks. Who cares? Podobno komiks od picturebooka odróżnia się tylko po grupie badaczy (ha! trochę cienkiego dymu się przyda wśród książeczek dla dzieciaczków).  Poza tym czekam na tłumaczenie książki Scotta McClouda Zrozumieć komiks. Też Kultura Gniewu.  Podobno luty. To za chwilę. Za chwilę także podgląd do Uczty, bo się okazuje, że umknął.


Typogryzmoł
Jana Bajtlika pojawił się, gdy już zwątpiłam w (anty) kolorowanki. Właściwie wiele powiedziałam już przy okazji choinkowych podpowiedzi, więc w obawie przed powtarzaniem się dopiszę jeszcze tylko jedno zdanie: rysowanie w tym wypadku daje coś więcej niż tylko zabijanie czasu (choć to też sztuka). Autor zrobił też na mnie wrażenie swoim zaangażowaniem w pracę z dziećmi (choć miał stypendium warszawskie, ale podobała mi się motywacja i grupa docelowa: dzieci, które zwykle nie chadzają do klubików przy modnych miejscach, bo im tam nie po drodze).

Przegląd książkowy oczywiście spaczony jest przez fascynację literaturą obrazu. Kusi mnie oczywiście, by stać się znawcą literatury młodzieżowej, ale to się nigdy nie stanie.  


[film / teatr]

Wprowadzono kilka europejskich filmów dziecięcych (Astroboy, Misja Sputnik, Siostry wampirki, Gdzie jest Mikołaj?, Emma i Kacper, Robaczki z Zaginionej Doliny). Premierę miał 1 (jeden) film dla dzieci, o którym Bartosz Żurawiecki napisał TAK (tak, tak, naciśnijcie tam) i zaczęto (chyba z litości) o tym polskim kinie dziecięcym (nieśmiało) mówić na festiwalach i przeglądach (filmów niepolskich) oraz przy próbach stworzenia wartościowych scenariuszy (Films For Kids.Pro).

W teatrze.  W teatrze dosięgnie mnie właściwy dla polskich mediów warszawocentryzm, wynikający nie z niechęci do podróży i buty, lecz z niemożności podróży czynienia. Zatem Pinokio w Teatrze Nowym (Warlikowskiego teatr, spektakl Anny Smolar) i Jak zostałam wiedźmą w Teatrze Studio (Glińskiej i Glińskiej, a tekst pierwszy „dziecięcy" Doroty Masłowskiej).  To wszystko na Dzień Dziecka. Powinnam była o nich napisać. Także o odnowieniu  cyfrowym pełnometrażowej animacji Leszka Gałysza Jacek i Placek, bo się okazało, że się nie zestarzał ten film. Problemem byłoby jedynie, gdyby cały czas w ten sposób chciano rysować opowiadając.


[kultura dziecięca]

Gala wręczenia nagród Pary Prezydenckiej / 10.12.2014
Na zdjęciu od lewej stoją: Andrzej Hundziak, Maciej Wojtyszko, Para Prezydencka, czyli Anna Komorowska i Bronisław Komorowski, Andrzej Maleszko, Joanna Papuzińska i Józef Wilkoń.

A tak w ogóle był to rok Tove Jansson (setna rocznica urodzin; wydane ponownie i w nowej szacie Muminki, liczne teksty i spotkania), (kolejny) rok walki o kulturę dla dzieci (i odpowiedź Ministra Zdrojewskiego, który skupiał się na konflikcie dokoła Pierwszej książki mojego dziecka zbyt mocno, by podjąć dialog dotyczący meritum), rok, w którym Para Prezydencka przyznała po raz pierwszy nagrodę za wybitne osiągnięcia w twórczości dla dzieci i młodzieży.  Ale także:  rok mojego zniechęcenia, bo wszystko idzie tak powoli, a w mediach tradycyjnych, że tak je staroświecko nazwę, przestrzeni dla kultury dziecięcej ciągle coraz bardziej brak. Ba! Brak jej nie tylko na poziomie krytycznym (więc o książkach dziecięcych cały czas dowiadujemy się z internetowego podziemia, które niezmiennie kwitnie, i kilku audycji radiowych), przede wszystkim brak jakościowego przekazu dla dzieci. Zatem 2015 - czas okadzić telewizję? Tę zawłaszczoną przez komercję przestrzeń, w której dziecko jest tylko pretekstem do umieszczenia reklam? Bój to byłby nasz ostatni zdaje się.

Wpisy, które nie znalazły się na blogu w 2014, w wersji skróconej do dwóch zdań (jaka to oszczędność) pojawiały się na fejsbukowej stronie Znak Zorro, zatem zaglądajcie tam w 2015. Och, i skróciłam adres bloga, gdybyście chcieli innym podawać, a nie jesteście w stanie zapamiętać tego nic nie mówiącego ciągu liter, który wymyśliłam w malignie wiele lat temu - działa także ten: www.zorroblog.zorroz.pl

A poza tym wszyscy zdrowi.

Chyba, że...


Wiadomo, Sztuczne Fiołki, ale ten mały to Znak Zorro ;)

4 komentarze:

poza rozkładem pisze...

JEdnak podsumowanie.
Co do "osłupienia" (lub nawet - tych w l.mn.) - nic więcej?

Maciej Gierszewski pisze...

wygląda na to, że u mnie "Ballada" będzie na pierwszym miejscu, choć muszę to jeszcze przemyśleć.

Joanna pisze...

Spóźnione udanego Nowego Roku!

Pani Zorro pisze...

Dzięki!
Macieju, tu nienumerowane.
Aniu, pytasz mnie, co jeszcze mnie w osłupienie wprawiło?