wtorek, 17 listopada 2015

FILMOWE PRZESUNIĘCIA

Gdy oglądałam filmowe perypetie Lassego i Mai z sentymentem pomyślałam o dawnym polskim kinie dla dzieci. Z mroku nieistnienia podziwiamy teraz „skandynawski wzór”, który do pięt nie dorasta temu, co sami tworzyliśmy dla najmłodszych 40 lat wstecz. Dobry scenariusz (wiadomo, baza to udana seria czytelnicza Martina Widmarka dla wchodzących w świat liter) ubrany w przerysowane kabaretowo-slapstikowe aktorstwo rodem z początku kina (niemego) skłania, by podejrzewać, że się cofamy. Środki przekazu kultury dziecięcej muszą być dzisiaj dosadnie dopowiedziane; co ciekawe dzieje się to w czasach kultury, która dawno połknęła samą siebie, zakrztusiła się i tym zwymiotowała. Miast przygotowywać do tej niekomfortowej być może sytuacji, konstruujemy przekazy pozbawione (do)wolności; co gorsza nie jest to nasza polska specjalność, lecz „światowy trend”.



Symptomatycznym bowiem przypadkiem jest i animowana wersja kolejnego szwedzkiego hitu, tym razem w oryginale stworzonego 40 lat temu, gdy dzieciństwo, choć oddalone od świata dorosłego, miało w sobie więcej dorosłości niż dzisiejsze pod czujnym okiem tych dorosłych i pod dyktando ich propagandy. Albert, bo o nim mowa, napisany przez Gunillę Bergström, a zagłaskany w 2013 roku przez współczesną poprawność rękoma reżyserki Torill Kove oraz aż dwóch scenarzystów: Tory Berg i Hansa Åke Gabrielssona pozbawiony jest tego wszystkiego, co u jego „matki” było najważniejsze - swobody działania poza schematami świata dorosłych z całym dziecięcym folklorem, specyfiką ruchów nieprzemyślanych i przez nikogo nie punktowanych. Hokus-pokus, Albercie! - dzieci XXI-wieku nie mogą już ot tak sobie przyjaźnić się z niewiadomo jakimi obcymi mężczyznami, co więcej, nie mają nawet niereglamentowanego dostępu do rówieśników, zatem niewidzialny przyjaciel staje się nieodzowny, takie czary. A ty, tatusiu Alberta, jesteś już chyba dziadkiem, pamiętaj więc, że nie możesz nie wiedzieć, gdzie podziewa się twój już chyba wnuczek. W ramach wspólnoty przejdziecie się do supermarketu, a w piłeczkach pobawisz się, Albercie, jeśli będzie czas. Tylko nie dotykaj brudnymi rękoma teleskopu po dziadku (teraz już chyba pradziadku).

Ale prrr, stop, dosyć, przecież Lasse i Maja chodzą po dachach, wiszących belkach, mrocznych kryptach oraz wspinają się na dźwig, a na ekranie nie pojawia się jednak napis: nie próbować na własną rękę. Czy może dla przeciwwagi sięgnięto do środków aktorskich rodem z (podkolorowanego) Bustera Keatona łamanego przez sitcom lat 80., by odrealnić? Ostrzegam, moja siedmiolatka i tak nie wiedziała, że nie można stać na brzegu strzelistego dachu kościelnego i się przytulać. Trzeba było jeszcze bardziej przegiąć.

Ciekawe zestawienie zamieścił filmowy portal IMDB.com - punktacja w zależności od wieku opiniujących. Najmłodsi jednogłośnie mówią filmowemu Lassemu i Mai TAK, najsurowiej oceniają ci, przed którymi w dzieciństwie stawiano większe wyzwania niż samodzielna wyprawa do szkoły (30+).



Niebawem zaproszę na rozmowę z Gunillą Bergström. Do kin - oczywiście - także zapraszam. Tak mało jest okazji do kontemplacji filmowych dokonań kultury dla dzieci, a filmy nie pozbawone są uroku (piosenka z Alberta mogłaby stać się dziecięcym hymnem, gdyby puszczano ją w jakiś mediach). Zawsze zachęcam do czytania: seria „Albert Albertson” i „Detektywistyczne biuro Lassego i Mai”. Szał.

* * *

Biuro detektywistyczne Lassego i Mai - Tajemnica rodziny von Brom (2013)
reżyseria: Pontus Klänge, Walter Söderlund
scenariusz: Malin Nevander
zdjęcia: Mats Olofson

Hokus-pokus, Albercie! (2013)
reżyseria: Torill Kove
scenariusz: Tora Berg, Hans Åke Gabrielsson

* * *

Seria Biuro detektywistyczne Lassego i Mai 
Martin Widmark
Helena Willis
tłum. Barbara Gawryluk
okładka twarda
wyd. Zakamarki 2010-2015


Seria Albert Albertson
Gunilla Bergström
tłum. Katarzyna Skalska
okładka twarda
wyd. Zakamarki 2010-2015

Brak komentarzy: