wtorek, 24 maja 2011

Książki na długim sznurku




Iwona Chmielewska mówi cicho, kuli się w sobie, chowa za laptopem, jakby czekała na ostrzał z sali.  Sala w skupieniu czeka.

- Co robisz, Iwono? - pytają mnie. Jak odpowiedzieć na to pytanie?   - Robię książki. -  Ale nie robię.  Też nie "piszę książek" oraz nie ilustruję.

Może podstawą do zrozumienia tego, co się dzieje w pracach Iwony Chmielewskiej jest uzmysłowienie sobie banalnego faktu, że książka ma dwie strony, prawą i lewą.  I zgięcie pośrodku.  Wszystko, co dzieje się potem, zamykamy w terminie - 'architektura książki'. Jej fizyczność - dla wielu zmora i ograniczenie, dla innych twórcze wyzwanie.  Ułomność, którą można przezwyciężyć, jak w MAUM, nagrodzonym w tym roku w Bolonii.  Przewrotna przestrzenność, dla tych, którzy ją zauważają.  Im więcej twórca ma barier, tym lepiej. 




Picturebook.  Nie mogą się nią zająć ani krytycy literaccy, ani krytycy sztuki.

Picturebookiem zajmują się w Polsce sami artyściTo twór, w którym zdania-klucze służą tylko otwarciu obrazu.  Zarówno w książkach opartych na koncepcie graficznym i zabawie z formą, jak w serii "Pomysły", do której należy opisywany już przeze mnie Kłopot, który szczęśliwie wyda na jesieni Wytwórnia, lub Moje kroki, przygotowywane dla koreańskiego wydawcy.  Picturebook to jednak przede wszystkim propozycje bardziej nieuchwytne i poetyckie.  Na spotkaniach z Iwoną Chmielewską słuchacze niezmiennie wzruszają się jedynie o nich słuchając.  Iwona Chmielewska doskonale potrafi poruszyć czułą strunę w swoich odbiorcach.   Absurdalnie, to właśnie współczesna pauperyzacja słowa może wnieść na wyżyny wzgardzony obraz.



Moje kroki

Gdzie jest moja córka




Wierzę, że wykorzystując używane materiały, przetwarzam energię ludzi, do których kiedyś te rzeczy należały.

Podstawowym zagadnieniem przy rozważaniu procesu twórczego, staje się pytanie o metodę pracy.  To, co wygląda dzisiaj na pracę ręczną, może być doskonale zszyte w komputerze.  Iwona Chmielewska szyje ręcznie, skleja klejem biurowym, wycina nożyczkami.  Tapeta z pierwszego zdjęcia jest częścią rolki wyszperanej w lumpeksie za dwa złote i częścią książki, którą będą wertowali już pod koniec sierpnia Koreańczycy.  Rarytas skrzętnie podzielony na ilość stron. Perłowa poświata wyznacza kolejne kompozycje.  Padające światło dozuje doznania.

Królestwo dziewczynki


Iwona Chmielewska obnażyła się artystycznie.  Podzieliła swoimi wątpliwościami, wyłuszczyła idee.  Żałujcie, ci, którzy nie przybyliście.  Było dla was miejsce.

Gdyby zobaczyć same ilustracje, nie wiedzielibyście, o czym jest moja książka.

Spotkanie z Iwoną Chmielewską miało miejsce 13 maja 2011 w ramach Warszawskich Targów Książki.











4 komentarze:

mala_forma pisze...

Tak, to było niezwykłe spotkanie i unikalny sposób mówienia o książkach. Zakładałam, że w relacji nie uda się przybliżyć tego klimatu. A jednak.

ela pisze...

Z niecierpliwością czekam na Królestwo dziewczynki, rozkładówki zrobiły na mnie duże wrażenie.

Z Innej Bajki pisze...

wczoraj próbowałam umiesić komentarz,ale jakiś internetowy skrzat skutecznie plątał wirtualne ścieżki ... może dziś się uda
od wczorajszego przeczytania chodzi za mną Twój post -obrazy, słowa i to co pomiędzy nimi- piękne,delikatne ,wzruszające i niesamowicie inspirujące.... ukłony dla idącej Własną Drogą Pani Iwony Chmielewskiej

Agata pisze...

dziekuje za piekny przekaz
zaluje ze nie moglam zajac jednego miejsca...
dobrze ze takie osobowosci jak Iwona Chmielewska sa blisko nas,i ucza nas patrzec na swiat w sposob tak szczegolny