czwartek, 9 września 2010

MUZYKA 1

"Muzyka w życiu dziecka" - odsłona pierwsza.  Poprosiłam swoich znajomych o stosowną wypowiedź.  Na pierwszy rzut Joanna Badełek - kompozytorka, autorka oprawy muzycznej do wielu programów telewizyjnych (w tym do Bajkonurrra), matka 19-letniego Doriana i 6-letniej Mai.
Zapraszam.   Jeśli macie pytania lub swoje doświadczenio-przemyślenia, wspisujcie się w komentarzach.

Muzyka - zanim dziecko zrozumie co to jest, już ją tworzy, na swój sposób.  Jedno uderza łyżką o garnek, drugie mamrocze sobie coś do snu, inne podryguje w rytm usłyszanej przypadkowo melodii.  Wydaje się , że jest ona pierwotną potrzebą  małego organizmu, sposobem na  oswajanie emocji.  Kwestia "posiadania słuchu" nie ma tu żadnego znaczenia. Słuch zresztą można do pewnego stopnia kształtować. Moje dwuletnie dziecko "fałszowało" niemiłosiernie, dziś  (pięć i pół) spiewa czysto i rozpoznaje zasłyszane melodie, wprawiając w nie lada zadziwienie swoją dobrze słyszącą i wyedukowaną muzycznie matkę, czyli mnie. Tyle, że matka dużo dziecku śpiewała (tak, jak umiała), zachęcała do wyklaskiwania czy wystukiwania prostych rytmów.  Zawsze w formie zabawy, bez zmuszania.  Wygłupiamy się, naśladując śpiew dzikich albo udajemy divy operowe, gramy na prostych bębenkach naśladując różne emocje - napięcie (burza), radość (rytmy synkopowane. czyli jak do podskoków), głośno-cicho, lekko-mocno... Dzieciaki to uwielbiają!!! Nie znam się na psychologii, ale intuicyjnie czuję, że muzyka daje pewnego rodzaju wyzwolenie.  Dzieci tak to czują, więc zwykle chętnie biorą udział w muzycznych zabawach, o ile oczywiście rzeczone zajęcia są inteligentnie i ciekawie poprowadzone.  Otaczajmy nasze pociechy muzyką.  Podczas jazdy samochodem (jeśli nie lubicie śpiewać), słuchajcie z dziećmi muzyki - jakiejkolwiek - takiej, którą sami lubicie. Dziecko pójdzie za nami tym tropem. Na dobranoc możemy wymyślić sobie kołysankę, niech dziecko samo podsunie słowa. Najważniejsze, żeby nie robić tego na siłę, bez przekonania.  Dziecięcy radar działa bezbłędnie i jeśli rodzic sam  nie ma frajdy z takiej zabawy, to dziecko od razu rozpozna fałsz i blokada gotowa.

5 komentarzy:

Pikinini pisze...

Dla mnie prawdziwym sukcesem jest kiedy słyszę moją siedmioletnią Zosię nucącą Chopina:) Także kiedy, jej starsza, dwunastoletnia siostra sama włącza i chce słuchać starego rocka. Cieszę się, że dziewczynki przyjmują muzykę jako coś "zakorzenionego" już w ich życiu, a chodzenie na koncerty jako rzecz najnormalniejszą na świecie:)

bloggerka: niespa pisze...

U nas w domu wyczulenie na muzykę jest dość spore za sprawą męża, który reguralnie występuje na scenie. Córka obserwuje go, dziecięcy mikrofon jest w ciagłym użyciu. Córka robi też dla nas występy. Koniecznie musimy siąść w odpowiednim miejscu, a nie przypadkowo czy byle jak. Często zwraca się do nas śpiewając. Chodzi do przedszkola artystycznego, gdzie zwraca się uwagę na muzykę i sposób jej podania.

Zorro 009 pisze...

Słuch muzyczny - fascynująca kwestia. Nawet muzycy czasami mylą się co do jego (nie)istnienia u swoich dzieci. Czasami oświecenie przychodzi późno.

aneta pisze...

Nasze dzieciaki słuchają wszystkiego, co mamy i co u nas leci. Od muzyki dawnej przez jazz po mocnego rocka. Wzruszyłam się jak do kolacji słuchały Warszawskiej Jesieni z "dwójki". Niedawno G. powiedział, że nie chce "Jana Bacha", bo jest smutny, teraz ma być Dream Theater. Mają teraz okres rockowy - ostatnio na tapecie Ozzy Osborne i IRA. Starszy miał długa fazę na funky - Krzysię Górniak, Roya Ayersa. Śpiewają, starszy tańczy po swojemu, terapeutycznie. Młodszy nie tańczy, ale wszędzie buduje perkusję i gra.
Umieją opowiedzieć o muzyce.
Słuchaliśmy z G. poprzedniego Festiwalu Chopinowskiego. Słuchał w skupieniu po czym powiedział "Siucham jak pan pięknie gja na gitaje":))))
Oj, wzięliśmy ich kiedyś na koncert. Mały miał 2 lata i strasznie przeszkadzał - gdy solista-gambista grał - mały słuchał, gdy na chwilę milkł - mały sprawdzał swoim głosem echo. Zostaliśmy poproszeni o wyjście:)) Od tej pory bierzemy ich na koncerty w plenerze:))

aneta pisze...

No i zapomniałam o konkluzji moich wywodów:)) Chodzi o to, że z muzyką jest jak z każdą pasją - jeżeli dziecko widzi, że rodzice żyją muzyką - będzie tę pasję naśladować.
Ważne też, żeby nie zamykać się w kręgu "muzyki dla dzieci", tylko słuchać z dziećmi po prostu muzyki, żeby muzyka towarzyszyła dziecku od urodzenia.
Nasz młodszy syn pierwszy koncert jazzowy zaliczył mając 3 miesiące, było mu bardzo dobrze, gdy kołysałam się w rytm muzyki z nim w chuście:)
Starszy syn bardzo długo nie znosił koncertów, gdzie było nagłośnienie (tak samo reagował na msze - gdy ludzie zaczynali śpiewać krzyczał - "do domu":), więc zachowanie młodszego było dla nas ulgą:)
Teraz obaj słuchają.