piątek, 9 kwietnia 2010

GDYBYM BYŁ DOROSŁY

Fajnie być dorosłym.  Można jeść tyle lodów, ile się chce.  Można skakać po największej kałuży.  Klęczeć na każdym krześle (zamiast siedzieć).  Przed obiadem jeść dużą tabliczkę czekolady i nigdy nie myć rąk przed posiłkami.  Fajnie jest być dorosłym. 
A gdy jest się dorosłym i ma się żonę (albo męża), można z nią grać w domu w piłkę i trzymać ryby w wannie.  I niczego nie trzeba wyrzucać (ani kasztanów, ani zardzewiałych gwoździ).   I robić sąsiadom zakupy, a potem zostawiać sobie ich kolorowe paragony.  Fajnie jest mieć żonę.
A gdy już się jest dorosłym, to ma się dzieci.  Dużo dzieci.  Po to, żeby można się było bawić w zabawy, do których trzeba dużo dzieci (w berka, w ciuciubabkę i w chowanego, a także w wyścigi, skoki w dal oraz w rzuty na odległość).  No i zawsze można wygrywać.  Fajnie jest mieć dzieci.  Szczególnie takie, które nie płaczą i nie zabierają naszych zabawek, bo nie lubię dzieci, które płaczą i zabierają zabawki.  Fajnie jest być dorosłym.

Fajnie jest być dorosłym.  Bo wtedy kupuje się sobie to co chce.  Nie jakieś sweterki i skarpetki.  Nie nudne elementarze i inne pożyteczne rzeczy.  Ale książki.  Dla dzieci.  Takie jak ta.


To miłość od pierwszego wejrzenia.

Powodów nie da się ułożyć w logiczną listę.
Zawsze chciałam być dorosła.  Wiadomo dlaczego.  W pokorze znosiłam dzieciństwo z nadzieją na lepsze czasy.  Czasem tylko, duszona ograniczeniami, wykrzykiwałam lub z przekornym uśmiechem rzucałam:  'jak będę miała 18 lat, to już nikt nic nie będzie mi kazał!'.  No i stało się.  18 stuknęła, potem 28, potem...  Nie nie, jeszcze nie.  Za chwilę za to stuknie 8 mojemu synowi.  I słyszę to samo.  Dorośli mają lepiej! (Fakt, ale milczę)  Chciałbym już być dorosłym, bo będę mógł robić wszystko, to co chcę.  (Tak?) Synu, a ja robię to, co chcę?  Nie, ale ty masz dzieci.  (Fajnie jest mieć dzieci, prawda?).  Ja nie będę miał dzieci. (U.  Porażka!)  No i z odsieczą przychodzi lektura. Dzisiaj znowu odkurzyliśmy książkę Evy Janikovszky.  Siedzieli zasłuchani obydwoje, moi mali rebelianci.  Padły pytania kontrolne.  Fajne, nie?  Yhmy.  Znasz to skądś?  Nieeeee... (Gdzie tam!)  Też byś chciał tak wygrywać?  Nooooooooo! (Wiedziałam!)  I jak będziesz dorosły, kupisz sobie najwięcej lodów? (Więcej niż dzieciom, oczywiście)  Tak!  (Akurat!  No właśnie:  A K U R A T.)

Jednego tylko nie rozumiem.
Moja mamusia i mój tatuś są już dorośli.
Czemu mimo to myją ręce, noszą swetry,
patrzą pod nogi, nie obgryzają paznokci,
mają porządek w swoich rzeczach?


Kiedyś ich o to zapytam.


I nieoczekiwanie znalałam się po drugiej stronie.  Ściślej mówiąc - odnalazłam się na (o, zgrozo) 13.




Strona 13 to ta po prawej...


















Przy tej ksiażce ubawiliśmy się jednak stokrotnie.  Mimo wszystko z podobnych powodów.  Choć spojrzenia rzucaliśmy z różnych punktów życia, pokoju, czasoprzestrzeni.  Wbrew pozorom, czyli lekkiej formie, zabawnym sytuacjom i lakonicznej ilustracji , to bardzo poważna i mądra książka.

Nic dziwnego.  Autorka, Eva Janikovszky była wybitną węgierską autorką.  Psycholożka z wykształcenia, pisarka z zamiłowania.  Wieloletnia przewodnicząca węgierskiej IBBY (International Board on Books for Young People).  Razem z ilustratorem, László Réberem stworzyli niezapomniany duet twórczy.

Więcej o nich tu.

1 komentarz:

Aldona pisze...

Moje dziecko mnie juz dawno na 13. znalazlo ;))
Musimy znowu poczytac :D