wtorek, 22 marca 2011

ZJEM WSZYSTKO!

Lubię jeść, nie lubię gotować. Do gotowania trzeba mieć 'wolną głowę', a moja odcięta i zajęta (przez obcych).  Zorro, jeździec bez głowy szarżuje w kuchni.  Potrafi przypalić 3 razy z rzędu taką samą (lecz nie tę samą) zupę, wyjść w trakcie przygotowania posiłku, osłabnąć podczas przygotowywania półproduktów.  Dlatego doceniam formy żywienia zbiorowego, jak również indywidualnie serwowane posiłki.  Najchętniej 'po japońsku' i bez szemrania (herbata czy kawa, zielona czy czarna, mocna czy słaba, w kubku czy w filiżance, z cukrem, a może bez, teraz czy po jedzeniu, uff). To na wypadek, gdybyście chcięli mnie kiedyś ugościć (po tym wszystkim na pewno nie).  W każdym razie:  zazdrośnie spoglądam ku Azji. Kiedy idziesz, idź. Siedząc, po prostu siedź. Przede wszystkim nie wahaj się.


A tam, w tym świecie szerokim, trzeba uważać!  
Azjaci jedzą... wielbłądzie pośladki! (strona 32),
Chińczycy jedzą... zupę z jaskółczych gniazd! (strona 34),
Filipińczycy jedzą... psie wymiociony! (strona 40),
Indonezyjczycy piją... kawę z kupy! (strona 44),
Japończycy jedzą... śmiertelnie trującą rybę! (strona 46),
Koreańczycy piją... wino z myszy! (strona 50),
a Wietnamczycy likier na wężu... (strona 32)

W innych miejscach na świecie nie poczujecie się bezpieczniej.


Jacy ludzie, jaka kultura - takie pożywienie.  Na tej podstawie można by wyciągnąć pochopne wnioski, ale myślę, że nie o to chodziło autorce książki Co jedzą ludzie? Paulinie Wierzbie.  Domyślam się, że przede wszystkim chciała pokazać, jak różnorodne może być spektrum zainteresowań kulinarnych.  Świetnie.  Nie oddalając się bowiem z własnego podwórka, możemy zjeść kilka rzeczy dla innych nacji nie do przyjęcia.  Flaki (strona 68), potrawy z krwi (kaszanka, której w książce nie ma i czernina ze strony 68), ogórki kiszone (dla niektórych 'zepsute'), tatar (surowa konina).  Nie ma u nas małp, więc skupiamy się na mózgach kurzych.  Krowie wymiona i grzebienie kogucie prawdopodobnie wcinają Polacy w pasztetach i parówkach.  Zamiast papieru toaletowego, który - jak głosił mit  - pakowano do parówek z lat 80.  Może dlatego nie było go w ubikacjach.  



Taka książka to gratka.  Musiała powstać.  Jest jednak coś dziwnego w tonie opowieści.  Balansuje ona na granicy ciekawostki,  dziwactwa i rzetelnej opowieści o przedsionkach kuchennych.  Sęk w tym, że trudno czasem uchwycić rozpuszczone wici, niełatwo pójść tropem najdziwniejszych przyzwyczajeń, nie sposób wyczuć intencji autorki.  O ile ślimaki dla Francuzów "produkujemy" sami, o tyle wymiotujący pies to nowość na naszym gruncie (w tym kontekście).      Są w tekście wzmianki o biedzie, która wyznacza zainteresowania kulinarne, są gdzieniegdzie fragmenty, dotyczące kultury, są także wpadki.  Doskonale obrazuje to tekst o jedzeniu kotów, w którym jest wszystko - jak kota postrzegano, dlaczego go jedzono, jak smakuje mięso, a na końcu pointa w postaci odgłosu kota paszczą.  Miauuu...  No i rysunek...

Przy okazji, jeśli nęka was idea konsumpcji psów i nie wiecie, jak wytłumaczyć to dzieciom, polecam interesujący artykuł:  Historia jedzenia psów na Filipinach.   Nie znalazłam tam niestety niczego o buro (=sfermentowany), czyli treści żołądowej psa.  Brakuje zatem przypisów.  Uśmiejecie się: przypisy w książce dla dzieci?!  Czemu nie.  Paulina Wierzba pokusiła się o jeden we wstępie, tłumacząc zależności pomiędzy kulturą i jedzeniem.  Spodziewałabym się zatem innych, w bardziej nieoczywistych miejscach. 


Ilustracje do książki wykonało małżeństwo: Agnieszka Popek-Banach i Kamil Banach, prawdopodobnie zainspirowane innym znanym małżeństwem - jest kolorowo, dziecięco i dosłownie.  Na końcu zamieszczono 'strony interaktywne', na których dzieci mogą umieścić swój ranking ulubionych, bądź też znienawidzonych potraw.  Świetny pomysł.

Na przykład można by tam wpisać wierszyk taki:

W królewskiej kuchni Kucharz Straszliwy
przyrządził dzisiaj dla wprawy
obiad dziwaczny i dość smrodliwy.
Dwadzieścia cztery potrawy:

Dzik nadziewany watą i mydłem.
Zupa brzozowa.
Klopsy z powidłem.
Żaby po szkocku.
I Szkot po żabsku.
Kluski gniecione w niemytym łapsku.
Budyń z buraka.
Śledź w czekoladzie.
Oślizgłych małży dwie pełne kadzie.
Smażone róże.
Sernik czosnkowy...

Resztę sam wymyśl.
Obiad masz z głowy!

Natalia Usenko napisała ten i inne śmieszne wiersze, Ewa Poklewska-Koziełło zilustrowała, a Egmont wydał pod tytułem, który właściwie ciągnie do poprzedniej książki - NIESMACZNIK.  Lektura to kalibru innego, stawia bowiem na humor, nie wiedzę o jedzeniu.



Smakosz
Żył smakosz raz pod Paryżem,
co mrówki zjadał wraz z ryżem.
- Lubię dziwne potrawy -
mawiał. - Więc bez obawy:
wszystko zjem.  Jeszcze talerz wyliżę!

Zawodnikiem, który wygrałby konkurs "Zjem wszystko", jednocześnie nie jedząc niczego z tych banalnych powyższych przykładów, był nieżyjący już Michael Lotito - "Pan Zjem Wszystko" (Monsieur Mangetout).  Do księgi Guinessa i Co jedzą ludzie? trafił dzięki Cesnie 150, którą  zjadł, a nie doleciał.

fot. Ranald Mackechnie / Guinness World Records

Na wszelki wypadek:  herbata, zielona, średnio-mocna, w kubku, bez cukru, zawsze.

Co jedza ludzie?
Paulina Wierzba
il. Agnieszka Popek-Banach i Kamil Banach
wyd. Albus 2010
format 21 x 21 cm
stron 92
oprawa twarda

Niesmacznik
Natalia Usenko
il. Ewa Poklewska-Koziełło
wyd. Egmont 2007
format 20 x 20 cm
stron 32
oprawa twarda

6 komentarzy:

Anna pisze...

Własnie także recenzowałam tę książkę u mnie. "Niesmacznika" nie znałam, przyjrzę się mu:)

mikolaj pisze...

Hm... "Zainspirowane innym znanym małżeństwem"... No naprawdę? Wygląda niepokojąco znajomo - może J.E.D.Z.E.N.I.E. powinna się raczej nazywać? Swoją drogą należy pogratulować wydawnictwu Albus szybkiego reagowania na trendy...

mala_forma pisze...

Można pokazać dziecku pierwszą książkę w pakiecie z komentarzem - "widzisz, jak mamusia pysznie gotuje" ;-) Musimy zrobić ranking znienawidzonych potraw, koniecznie.

Zorro pisze...

Anno: widziałam w przelocie netowych poszukiwań. :)
Mikołaju: "reagowania na trendy" też mi się podoba. ;)
mala_formo: "widzisz, jak mamusia pysznie gotuje" to jedno z moich ulubionych zdań. Jak już coś ugotuję, to od razu przychodzi mi do głowy, che che. W rankingu potraw niezjadliwych flaki wysoko. Nawet, gdy jadłam jeszcze mięso, nie tykałam. Podobnie salcesonu.

Aldona pisze...

Napisz kiedy wode na zielona wstawiac ;)

Zorro pisze...

Poinformuję Cię telepatycznie. ;)