Intencja była słuszna: 'przewodnik po świecie kultury wizualnej', który 'uczy patrzenia'. 'Dzięki pracy, talentowi i hojności tych twórców {"ludzi obdarzonych niezwykłą wrażliwością"} poznajemy różne oblicza piękna i uczymy się wnikliwej obserwacji.' To część wstępu, który rodził się w ciągu dwóch lat - zimą i wiosną, 2007 i 2009 roku, słowa autorki, Beaty Lejman - "badacza obrazów, historyka sztuki o pasjach filozoficznych, psychologicznych i podróżniczych." Książka w ogóle obfituje w złote myśli, choć z wieloma trudno mi się zgodzić. Zgadzam się jednak, że nie ma się co czepiać szczegółów, jeśli celem jest uświadomienie społeczeństwa - społeczeństwa, które ponad obraz przedkłada język i tego się dzielnie trzyma. Powszechnie wiadomo przecież, że Polacy nie przywiązują wagi do tego, jak wygląda polskie otoczenie, a jeśli nawet przywiązują, to 'Boże nas uchroń od tego'. {Dobitnie pokazuje to warszawski tropiciel brzydoty,
Wszystko źle, którego polecam wszelkim masochistom.} Nie o szczegóły tu jednak chodzi, autorka bowiem nie pozostała przy obrazie i pokusiła się o słowo. Do każdego z dzieł mistrzów, a są tu Giotto, Jan van Eyck, Pierro della Francesca, Bosch, Rafael plus jeszcze Wielu Wielkich), dołączyła
wierszyk swojego autorstwa. Oto jak tłumaczy się z tego sama autorka:
Oddaję w ręce dzieci i wychowawców ten zbiór wierszyków z intencją, by ubrane w rym słowo ułatwiło zrozumienie wagi działalności artystycznej. {str. 5, wytłuszczenie moje}.