sobota, 23 kwietnia 2011

ROWER



Dziwna sprawa.  Okazało się, że nie mam ani jednego zdjęcia z dzieciństwa, na którym widniałabym ze swoim nieodłącznym rowerem, choć rower w tamtych czasach był absolutną podstawą podwórkowej egzystencji i mojego wyposażenia.  Kto go nie miał, skazany był na uwłaczające stękanie 'daj się przejechać', na co zresztą odpowiedź była jedna i równie upokarzająca:  'to się kładź' (w tym miejscu głośny rechot).  Rower - Wigry (najlepiej 3), bądź też Flaming (nie Pelikan!), także Jubilat - był nie tylko obiektem plasującym nas na drabinie zależności i ważności, ale także źródłem wszelakich urazów (wyprzedzał w tym względzie trzepak, choć to trzepaka rodzice bali się bardziej, niesłusznie zresztą).  Gdy zwykła jazda już nie imponowała, a i 'bez trzymanki' nie powodowało zaciekawienia, zakładało się nogi na kierownicę.  Nieprzewidziane doły, sprawiały, że zaliczało się kolejne 'gleby' i urazy całego ciała, z twarzą włącznie.

Dzisiaj wybór większy, trzepaków raczej brak, społeczność podwórkowa dobiega 40.  Kupuje swoim dzieciom pojazdy, o których nawet nie marzyła.  Na dwa kółka wsiadają już dwulatki, a to dzięki coraz bardziej popularnym biegówkom (i nie chodzi o narty, lecz tzw. laufrady z niemiecka lub runbike'i z angielska).  Kto nie zna, temu polecam.  Już druga moja sztuka pomyka na takowym jak błyskawica.  Do tego musowo odpowiednia literatura...


Dla maluchów małych Mela na rowerze Evy Eriksson.  Prosta historyjka obrazkowa o zwierzęciu rasy dotąd niezidentyfikowanej, choć świniopodobnej.

Mela jest już duża i mądra.
Potrafi nawet jeździć na rowerze.


Dla maluchów dużych i przeszkolaków Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze Astrid Lindgren z ilustracjami Ilon Wiland.  Opowieść sprzed poprawności politycznej i kasków ochronnych, czyli czasów szczęśliwego (i niebezpiecznego) dzieciństwa.  Nie znajdziecie tam zatem złotych myśli dorosłych i wskazówek właściwego zachowania, czyli namolnego dydaktyzmu.  Lotta zjeżdża z wzniesienia olbrzymim ('zwędzonym') rowerem (po ulicy!), wpada w róże, rozbija sobie nos i nikt nie serwuje jej za to mowy umoralniającej.  A tak przy okazji, ta książka, jak i cała Astrid Lidgren z Zakamarków, to doskonała propozycja dla dzieci, które wyrastają już z krótkich książek obrazkowych, ale nie chcą pożegnać się z obrazem jako takim.  Tak więc:  dużo ilustracji i dużo tekstu.  Ideał.  Połączy także (choć na krótko) rodzeństwo z dużą różnicą wieku.



Dla przeszkolaków (?) Tygrysek musi mieć rower Janoscha.
Janosch nie byłby sobą, gdyby do tygryskowej opowieści o pierwszym rowerze, nie wrzucił wątków rubasznych.  Frywolny Fircyk Azorek, co na panienki do miasta rusza, może nie być ulubionym bohaterem rodziców pięcioletnich wielbicieli kolarstwa, o czym lojalnie informuję.  Czasem wystarczy drobne pominięcie faktów (na co jednak trzeba być przygotowanym) lub pominięcie całej książki (a zrobić to trza świadomie).  Na stronie 39 w każdym razie Fircyk Azorek oblizuje panienkę (trzymając w okolicach biustu) jak to lubią robić frywolne pieski.  W każdym razie hultaj piesek jest postacią pod każdym względem negatywną, bałamutną i głupią.  Za to tygrysek to sprytny chłopak i świetny rowerzysta. Czapki z głów przed takimi mistrzami!  Co oferuje książka oprócz tych stwierdzeń?   Zasady zachowania się na rowerze w warunkach miejskich.


*****


Mela na rowerze
Eva Eriksson
tłum. Agnieszka Stróżyk
wyd. Zakamarki 2009
stron 24
format 21 x 24 cm
okładka twarda


Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze
Astrid Lidgren
il. Ilon Wikland
tłum. Anna Węgleńska
wyd. Zakamarki 2007
stron 36
format 21 x 28 cm
okładka twarda

Tygrysek musi mieć rower
Janosch
tłum. Emilia Bielicka
wyd. Znak 2005
stron 48
format 17, 5 x 24,5 cm
okładka twarda



PS. O. Jednak jest.  Zestaw podstawowy:  Flaming, hydrofor i trzepak (za maluchem).



Brak komentarzy: