środa, 27 kwietnia 2011

Wielolyby będą cytać ksiąskę taty na dnie moza


Z tatą jest bardzo fajnie.  O wiele fajniej niż z mamą.  
Tata - wiadomo - uczy jeździć na a) rowerze, b) łyżwach, c) nartach, także pokazuje a) na czym polega życie, b) wszechświat, c) co to jest prawdziwa przygoda.  Ponadto to i owo.  Same banały.  Oczywiście jestem uprzedzona z wiadomych przyczyn:  zazdroszczę, że nie jestem mężczyzną i nigdy nie pokażę dzieciom męskiego świata (sic!).  No i o dziwo, po tym 'pełnym wrogości wstępie', tu i teraz, polecę opowieść o tym, jak się spędza czas z dziećmi, ojcem będąc. Tato, popłyńmy na wyspę! przypadło mi do gustu nie dlatego, że w głębi duszy cieszyłam się z porażek gamoniowatego Pawła Różyczko z pewnej nadmorskiej miejscowości, ojca trojga dzieci - Olafa, Konstantego i Anny Marii, z założenia 'ciężko doświadczonego'.  Humor Markusa Majaluoma jest po prostu pełen autoironii i ciekawych spostrzeżeń z życia wziętych podniesionych do potęgi n-tej.  Czyli tak naprawdę dzień powszedni wielodzietnej energetycznej rodziny, która co rano dziwi się, że jeszcze nikt na świecie nie wpadł na pomysł wykorzystania dzieci jako naturalnych zasobów energii odnawialnej.  Taka rodzina nieźle zaoszczędziłaby na opłatach (za energię w każdym razie).



Wracając do (nieszczęsnego) Pawła Różyczko:  przychodzi sobie taki do domu z pracy, marzy o spokoju i ciszy, przez chwilę nawet jakby zapomniał o bożym świecie, aż tu nagle... wraca do rzeczywistości, a rzeczywistość skrzeczy.  - Obiecałeś, bo mówiłeś.  A wiecie zapewne, drodzy czytelnicy, że obiecałeś, rzecz święta i działa tylko w jedną stronę:  jeśli pod pistoletem wymsknęło Wam się przypadkowe 'może kiedyś', to znaczy, że to jest właśnie dziś!  No i właśnie się okazuje, że Paweł Różyczko jeszcze nie wie, ale właśnie idzie, wychodzi i za chwilę nie będzie go w tym fotelu, w tym domu, na tej ulicy.  Idzie do portu, a to akurat wymyślił sam i to na swoją zgubę.  
Pan Rurka odprowadził ich wzorkiem.
- Gdybym spał, to koniecznie mnie obudźcie, jak wrócicie!
Słowa sąsiada doprowadziły mnie do spazmatycznego śmiechu.  Śmiałam się z siebie.
No, a w porcie, Drodzy Państwo, różne rzeczy mogą się zdarzyć. Nie będę psuła Wam zabawy.


Wieczorem tata wraz z mamą, która wróciła późno z pracy, patrzyli przez okno.  Dzieci bawiły się w łodzi.
- Nie wiem, co się dzisiaj wydarzyło - powiedziała mama. - I nie wiem, skąd się wzięła ta łódź.  Ale może się umówimy, że nie będę cię o nic pytać, moje słońce...

Tato, popłyńmy na wyspę!
Markus Majaluoma
tłum. Iwona Kiuru
wyd. Bona 2011
format 22 x 27 cm
stron 40
okładka twarda



Niebawem tata Różyczko będzie budował domek na drzewie. Już nie mogę się doczekać.


O spędzaniu czasu z tatą pisał także Ulf Stark.  Jak tata pokazał mi wszechświat z ilustracjami Evy Eriksson wyszło z wydawnictwa Zakamarki.  Podobnie, jak w przypadku Markusa Majaluoma dystans ratuje Starka przed patetyczną nutą.  No, ale żeby nie było, że matki podają tylko torty śmietankowe, jak u Mellopsów.  Jak mama została Indianką, także Ulfa Starka i także z Zakamarków, choć z ilustacjami Mati'ego Leppa, pokazuje jak choć na chwilę wydobyć się spod kotletów.  Czymkolwiek te kotlety by były.  Świetne historyjki na wiosenne ruchy!

Jak tata pokazał mi wszechświat
Ulf Stark
il. Eva Eriksson
tłum. Katarzyna Skalska
wyd. Zakamarki 2008
format 20 x 26,5 cm
stron 28
okładka twarda




Jak mama została Indianką
Ulf Stark
il. Mati Lepp
tłum. Katarzyna Skalska
wyd. Zakamarki 2008
format 20 x 26,5 cm
stron 28
okładka twarda





















Wydawnictwu Zakamarki dziękuję za udostępnienie książek.

6 komentarzy:

aneta pisze...

Zorro, sztama!

A książki z Bonamedia postanowiłam w wakacje zakupić w stosownym miejscu osobiście:)) Więc tylko czytam, co o nich sądzicie:))

Zorro Z pisze...

Sądzimy, że warto. ;)

poza rozkładem pisze...

Nas rozbawił i ujął "Pan Brumm"; ale "Tato, popłyńmy na wyspę" jakoś chyba nie zrozumiałam...

Rysunki świetne, spodziewałam się iskrzącego humoru, a tekstu "nie czuję"...
Wolę Ulfa Starka :)

Zorro Z pisze...

Ja stawiam na MM.

Bernadeta pisze...

Książka bardzo się podobała. Świetny tata - z wyobraźnią. I ma w nosie, co ludzie gadają. A niech gadają, że zegar wahadłowy też jedzie na spacer:))) Moje dzieci polubiły tę książkę od razu. Mnie się marzy wydanie po polsku książki Kathariny Grossmann - Hensel: "Mein Papa ist Pirat". Wpadła mi kiedyś w Niemczech w ręce i od czasu do czasu mi się coś z niej przypomina. Fajna - ojciec po długim dniu pracy opowiada swojemu dziecku, co robił - a robił rzeczy naprawdę niezwykłe:)))

Karolina pisze...

zorro ty wiesz ze cie lubie :)
pojdee do bilblioteki. pana bruma mieli moze maja tez tate. pan brumm ma przepiekne ilustracje ale historyjka jakos do mnie nie trafila. bo my tv nie mamy i sie nie wczułam chyba.
tata to u nas temat troche drazliwy, a troche trudny ale my sie trudnych tematow nie boimy. jedyny fakt ustalony raz na zawsze to to ze tata ma brode